Magenta

sobota, 13 września 2014

Czego nie nauczysz się na studiach, część 3

Witam po dłuższej przerwie. Dziś omówię kolejne 3 istotne rzeczy, których prawdopodobnie nie nauczysz się na studiach, więc warto zacząć pracę nad nimi już teraz. Ready?

1. Regularność
Czy na studiach wstawałeś codziennie o 7 rano i zaraz po śniadaniu siadałeś do komputera? Być może. Ale czy od razu zajmowałeś się projektami? Wątpię. Czy poświęcałeś na zadania dokładnie 8h dziennie i dopiero wieczorem miałeś wolne? Na pewno nie. Twoja regularna praca zaczynała się maksymalnie miesiąc przez sesją, a cały wcześniejszy czas obijałeś się niemiłosiernie. Czasami robiłeś coś do 3 w nocy, a czasami godzina 22 to był już czas na spanie. Tak samo z czasem na jedzenie, rozrywkę, odbieranie maili, sprawdzanie facebooka itd. Nic nie było regularne... no może poza piątkowymi imprezami w akademiku ;)


Niestety, kończąc studia jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do takiego trybu pracy i potrzeba będzie naprawdę sporo wysiłku i wyrzeczeń, żeby ułożyć sobie regularny plan dnia i tygodnia. Przede wszystkim najtrudniej będzie przyzwyczaić się do włączania kreatywności o 8/9 rano i utrzymywanie jej na stałym poziomie przez co najmniej 8 godzin (szczególnie jeśli przypływy weny twórczej zwykle pojawiały się późną nocą, a w dzień nie działo się nic). Oczywiście, jeżeli wybierzesz pracę jako freelancer, godziny mogą się zmienić, jednak, tak czy siak, będziesz musiał dostosować się do klientów (którzy raczej nie będą czekać na maile z projektami do 1 w nocy).

Problem polega na tym, że w czasie studiów przyzwyczajamy się do tego, że kreatywność "wyzwala się" dopiero w napiętej sytuacji kiedy goni deadline (data zaliczenia) i musisz zrobić coś, co będzie wyglądało na semestr ciężkiej pracy w tydzień. Jeśli chcesz odnosić sukcesy po studiach, musisz znaleźć sposób na przestawienie włącznika "zawsze kiedy MUSZĘ KONIECZNIE coś zrobić" na "zawsze kiedy TYLKO coś robię". Złotej metody niestety na to nie ma, ale da się.

2. Terminowość
Kolejna rzecz, której na studiach uczymy się na opak. Termin zaliczenia? Dokładna godzina? A pf! Są jeszcze terminy poprawkowe, kampania wrześniowa, projekt można też dosłać mailem po czasie, przecież profesorowie są wyrozumiali!

Klienci wyrozumiali niestety nie są. Ani opiekunowie klientów w agencjach i korporacjach, ani menedżerki, ani dyrektorzy artystyczni, ani jacykolwiek Twoi przyszli przełożeni. Każde opóźnienie jest traktowane jak niewykonanie zadania. I choćby nie wiadomo jak źle projekt wyglądał - termin jest rzeczą świętą. Jeśli miało być w piątek do 12 to musi być - a nie w poniedziałek na 16.

Tylko bez paniki, terminy da się negocjować, ale odpowiednio wcześniej. Jeśli pracujesz nad czymś i już widzisz, że zabraknie Ci czasu - powiedz o tym. Uprzedź o sytuacji. Tylko nie rób tego zbyt często. Jeśli każdy Twój klient będzie mówił innym potencjalnym klientom, że dobry z Ciebie grafik, ale zawsze się wszystko u Ciebie przeciąga, to nie będzie to dobra reklama. Trust me, I'm a graphic designer.

3. Wytrwałość/cierpliwość
Zderzenie z prawdziwymi klientami - tego zdecydowanie nie nauczysz się na studiach. Prawdziwi klienci zwykle nie mają zielonego pojęcia o grafice. Musisz więc zachować spokój i cierpliwie tłumaczyć dlaczego coś jest tak a nie inaczej, dlaczego coś będzie bardziej czytelne, a coś nie, czy dlaczego wyeksponowanie logo nie zadziała tak dobrze jak podkreślenie treści przekazu. Poprawki nie będą pojawiać się raz na dwa tygodnie, ale nawet kilka razy dziennie, a Twój projekt będzie ewoluował w coś, co może nie do końca Ci się podobać (Ajć!).

Ilekroć uda Ci się przeforsować swój pomysł, będziesz świętować mały sukces. Jeśli się udawać nie będzie, rób tak czy siak to, co do Ciebie należy. W końcu dostajesz za to kasę, która możesz zainwestować w co tylko chcesz. Nie wszystkimi projektami będzie się dało pochwalić w portfolio, ale zdecydowanie z każdego będzie się dało odłożyć trochę pieniędzy na nowy komputer/aparat/tablet/biurko/co tam duszyczka zapragnie. Ciesz się z każdego zadania :) Dosłownie: ciężka praca popłaca.

sobota, 2 sierpnia 2014

Są chwile, kiedy trochę żałuję, że jestem grafikiem

Są takie momenty, ale na szczęście trwają bardzo krótko.

Kiedy czuję się źle, przeglądam swoje portfolio i wraca mi uśmiech. Bycie grafikiem jest fajne. Czujesz tą radość kiedy coś tworzysz, zadowolenie kogoś, dla kogo to robisz, aprobatę znajomych i rodziny, kiedy wszystko się układa. I choć po drodze pojawia się mnóstwo poprawek, projektów na zaraz, uwag i wątpliwości, czy faktycznie robi się coś dobrego, praca i rozwój w tym zawodzie są niezwykle satysfakcjonujące.



Kiedy więc są te chwile żalu?
Ano... jak po raz kolejny odmawiam komuś wyjścia na piwko czy spaceru na plażę lub przejażdżki rowerem, bo najzwyczajniej brakuje mi czasu, to są właśnie te chwile. Szczególnie teraz, kiedy jest lato i w Trójmieście mamy fantastyczna pogodę.

Był kiedyś czas kiedy narzekałam na brak pracy i zleceń. Teraz, kiedy sytuacja się odwróciła i mam zarówno stałą pracę jak i dodatkowe zlecenia, czuję się nieco przytłoczona. Gdzieś zgubiłam chwile dla siebie. Zniknął czas na bloga, sklepik z koszulkami, codzienne spotkania ze znajomymi, nawet na zabawę z kotem.

Będzie dobrze!
Ostatnie kilka miesięcy było naprawdę intensywnych. Pierwszy raz w sumie od kiedy sięgam pamięcią, robiłam taką masę rzeczy w tak krótkim czasie. Jeśli mogłabym do czegoś to porównać, to zdecydowanie byłaby to najgorsza sesja na studiach - tylko, że trwająca 24/7, non stop. A wrażenie jest takie, jakby cała wiedza zdobywana normalnie przez kilka lat studiów została skondensowana do miesiąca. DO MIESIĄCA. Wyobrażacie sobie 6 lat studiów skondensować do miesiąca? Wiecie, że w ogóle tak się da? Bo ja teraz już wiem.

Dużo pracy = dużo nowej wiedzy i doświadczenia
I chyba to jest w tym wszystkim najlepsze. Jeszcze trochę i wystrzelę jak z procy, zobaczycie ;) Czas dla siebie w końcu się znajdzie.

Trochę niusów z ostatnich miesięcy - ode mnie, dla was.
1.  Cupsell.pl wprowadził nowy layout sklepów. Wygląda o wiele lepiej. Wszystko jest jasne i przejrzyste, a nadruki są świetnie wyeksponowane. No, przynajmniej w porównaniu z tym, co było wcześniej ;)
Pan Prezes zapodaje coraz to lepsze filmy, a grupa wsparcia na fb to istny majstersztyk. Cokolwiek nie działa - naprawiane jest błyskawicznie. Co do mnie - udało mi się stworzyć nowe banery na sklepik oraz dodać kilka nowych wzorów do kupienia. Zapraszam gorąco na zakupy! Aha.. no i pod koniec miesiąca będą jeszcze nowsze grafiki, o których dam znać przez swojego facebooka.

2. Szykuje się duży update portfolio. Na początek leci Behance, potem własna strona, która zmieni swój adres. Ulegnie też zmianie mój e-mail, ale spokojnie - stary będzie jeszcze działał przez około rok. Będzie ciekawie - magentowo i na bank kotkowo.

3. Do regularnego pisania wracam po długim weekendzie - będzie dużo nowych tematów i rozwinięcia do poprzednich, także warto sobie dodać mojego bloga do czytnika RSS. Mam straszną ochotę podzielić się ze światem nową wiedzą!

4. Mam jeszcze jedną drobną niespodziankę w zanadrzu, ale to dopiero na jesień. Ciekawskich namawiam do pozostania w dotyku ;)

Pozdrawiam kończąc jednocześnie chwilę poświęconą specjalnie dla was i wracam do roboty.
Ciao!

wtorek, 24 czerwca 2014

Jak działa cebula?

Cebula - takie warzywo. Nudne trochę,  bo pod każdą warstwą ma to samo. Nie zaskakuje żadną nietypową pestką w środku, czy inna fanaberią. Cebula jest zwyczajna. Smak ma dosyć ciekawy, jednak na tyle intensywny, że w nadmiarze potrafi przyćmić smak potrawy. Choć i to nieraz smakuje dobrze. Wyjątkowo słodko. Lubię cebulę. Taką cebulę. Nie tą, którą określa się przeciętnego polaka. Tej wolałabym nigdy nie poznać, ale niestety...


Kilka dni temu miały miejsce obrony dyplomów na ASP w Gdańsku. Specjalnie postarałam się o urlop w pracy, żeby móc chociaż w części z nich uczestniczyć. Wielu moich znajomych się wtedy broniło, a ja trzymałam za nich kciuki, chociaż po jakości ich pracy dobrze wiedziałam, że to nie ma szans się nie udać.

Uśmiechnęłam się wczoraj miło do siebie, kiedy zrobiłam sobie przerwę w poprawianiu jakiegoś szybkiego zlecenia i wskoczyłam na Behance'a pooglądać raz jeszcze wszystkie te fantastyczne prace. Kurde, też chcę coś takiego dobrego zrobić, ale wciągnęłam się w pracę. - pomyślałam. Dawno nie robiłam nic aż tak kreatywnego i skomplikowanego. Zarabianie na życie po studiach to niestety w większości robienie byleczego, i ta bylejakość zrobionych rzeczy jest zwykle efektem wprowadzania korekt i uwag od klienta. Dziś w pracy powiększałam logo, które i tak już było duże. Teraz jest nieprzyzwoicie wielkie. 

Wróćmy jednak do tej naszej tytułowej cebuli.

Koleżanka Martyna, która na dyplom przygotowała nową identyfikację do budującej się właśnie Pomorskiej Kolei Metropolitarnej, zrobiła naprawdę fantastyczny projekt. Byłam i jestem dalej pod wrażeniem ogromu pracy, który w to zadanie włożyła i niezwykle trafnych i świadomie podjętych decyzji projektowych, dzięki którym jej propozycja nowego imidżu PKM-ki wygląda tak dobrze. I nie znam absolutnie nikogo z naszej graficzno-projektowej branży, która zjechałaby ten projekt od góry do dołu (a już szczególnie bez jakiegokolwiek wykształcenia w tym kierunku bądź minimalnej wiedzy w temacie).

Ale na szczęście jest cebula!

Jak działa cebula?
1. Cebula znajduje na wykopie (lub innym serwisie) coś, na czym się kompletnie nie zna.
2. Wypowiada się w temacie niezwykle krytycznie.
3. Dołączają się do niej inne cebule popierające jej zdanie.
4. Robi się cebulowa zupa, w której coś gdzieś się utopiło.

A potem takie nie-cebule patrzą na to i zastanawiają się, skąd to się wszystko w ogóle wzięło.

Tu bym wrzuciła kilka cytatów, ale się powstrzymam :)

NO LUDZIE.

Czy krytykujesz swojego dentystę kiedy naprawi Ci zęby? Czy wytykasz palcami błędy elektrykowi, który zakłada Ci nową instalację? Czy przechwalasz się w cukierni, że robisz lepsze ciasto śmietanowe i, że znasz się lepiej na tym fachu, bo wiesz jak się używa miksera? Bo szczerze mówiąc, jak to wszystko czytam, to tak to właśnie z mojej perspektywy wygląda.

Zatrzymaj się na chwilę, zrzuć ten cebulowy płaszcz nieustannego niezadowolenia i krytyki. Nie musisz być cebulą. Nie tą polską, zgorzkniałą, zamkniętą w swoim małym światku. Chciałbyś kiedyś stanąć w ogniu tak bezsensownej krytyki? Jasne, że nie. Bo jest przecież coś, na czym się dobrze znasz i jesteś ekspertem w jakiejś dziedzinie, w której nie masz sobie równych. I tak, śmiałbyś się z tych cebulastych wypowiedzi w Twoim kierunku, ale wszystkie utknęły by Ci w pamięci. Wcale nie ze względu na ich treść, ale na ilość. Bo byś się w nich utopił. Gwarantuję.

Natomiast co do PKM-ki i samej Martyny, nie zdziwię się jeśli projekt oraz sama autorka zostaną dostrzeżone zagranicą. Nie zdziwię też, jeśli Martyna zrobi międzynarodową karierę i będzie jedną z najbardziej znanych polskich projektantek, które jak zwykle to w naszym kraju bywa - tutaj pozostanie niedoceniona i krytykowana. Bo tak. Dla zasady.
Życzę jej sukcesów. Niech robi swoje, a obieranie cebuli zostawi innym, bo to ewidentnie strata czasu. Ja trzymam kciuki, żeby wszystko jej się udawało :)

Ech... Życie byłoby piękne gdyby nie ta cebula. Aż płakać się chce ;)

PS. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak niezwykle sympatyczną i ogarniętą osobą jest Martyna prywatnie :)
PS2. Mam déjà vu. Gdańsk chyba nie lubi niczego nowego, bo na logo UG też się buntowali. Czyżbym mieszkała w zakamuflowanej stolicy cebulandii?

sobota, 21 czerwca 2014

Czego nie nauczysz się na studiach, część 2

W poprzedniej części pisałam o tym co oznacza (a właściwie to co nie oznacza) koniec studiów. Dziś piszę o tym, z jakimi problemami będzie trzeba sobie poradzić, kiedy minie już czas radości i pijaństwa po obronie. Pierwszy problem pojawia się, gdy wytrzeźwiejesz, usiądziesz przy komputerku i zdasz sobie sprawę z tego, że:

1. Oszfak. Jestem MAGISTREM. Co teraz?
Ojtam ojtam. Wielkie mi halo. Zasiliłeś grono grafików z dyplomem. Wskoczyłeś na wyższy level, tak jak wielu innych zrobiło to przed Tobą i zrobi to po Tobie.

Nie wiesz od czego zacząć? Już pomagam, oto krótka lista na sam początek:
uaktualnij swoje portfolio w internecie (lub jeśli nie masz, zrób je natychmiast);
zbierz całą dokumentację ze swojej obrony i wyeksponuj to wszystko jak najlepiej umiesz w swoim updatowanym portfolio;
zaktualizuj swoje profile na stronach branżowych;
przygotuj także portfolio w wersji drukowanej.

Kiedy już to wszystko zrobisz, będzie trzeba się zmierzyć z kolejnym problemem, czyli:

2. Gdzie i jak właściwie chcę pracować?*
*zakładam, że na bank w swoim zawodzie, nie?

To akurat ciężki temat. Opcji jest sporo: freelance, praca w jakiejś firmie jako nadworny grafik, praca w agencji, własne studio... Wszystko ma swoje plusy i minusy. Usiądź więc wygodnie i zastanów się, co będzie najlepsze na Twój nowy początek.

Niezależnie jaką opcję wybierzesz, dbaj o swoje portfolio. To Twoja wizytówka, pokaz Twoich umiejętności - cała Twoja osoba.

Kilka dobrych rad: Czasami warto schować swoją dumę na rzecz stabilizacji finansowej. Jeśli pracując jako freelancer ledwo wiążesz koniec z końcem i myślisz, że założenie własnej firmy sprawi, że magicznie pojawi się więcej zleceń - bardziej w błędzie nie możesz być. Najpierw zadbaj o trochę kasy na start, tak żeby dofinansowanie z urzędu czy z unii było dodatkową pomocą, a nie wymogiem. Jeśli szukasz pracy na stałe - też nie wybrzydzaj. Prawda jest taka, że po roku pracy gdziekolwiek dopiszesz do swojego CV magiczne "doświadczenie w pracy na wymaganym stanowisku" i szukanie lepszej posadki będzie szło łatwiej.

3. Dwa kilo cierpliwości poproszę.
Kontrolowanie swoich nerwów, przedzieranie się przez tony stresów... Przy tym wszystkim, co Cię teraz czeka, utrzymanie pogody ducha i spokoju powinno być Twoim podstawowym życiowym motto. Hakuna Matata! Don't worry, be happy! A przede wszystkim, nigdy nie trać nadziei!

Niezależnie od tego jaką drogę wybierzesz, każda będzie ciężka i będzie wymagała całej góry poświęcenia. Nieważne ile maili i cefałek trzeba będzie wysłać, do ilu drzwi zapukać, ile rozmów przeprowadzić, musisz do tego podejść ze spokojem. Pisałam o tym już wcześniej, ale przypomnę raz jeszcze - z górki nie będzie. W chwilach zwątpienia weź głęboki oddech i z uporem działaj dalej. W końcu się uda.

środa, 4 czerwca 2014

Czego nie nauczysz się na studiach, część 1

Koniec studiów. Masz ten dyplom magistra czy licencjata z grafiki i chcesz podbijać świat. Coś jednak nie idzie i nie do końca wiesz dlaczego. Jakiś znajomy odnosi sukcesy, chociaż robi rzeczy "gorsze". A Ty przecież robisz fajne projekty, ale gdy wrzucasz je na Behance czy inne serwisy i nic się nie dzieje. Zleceń też nie masz. Generalnie dno i wodorosty. Jak to, dlaczego, o co chodzi?


Spoko luz. Damy radę. Ja pomogę. To będzie długi temat, ale niezwykle ważny. Szczególnie jeśli, chcesz pracować w swoim zawodzie, czuć się świetnie i mieć zasobny portfel. Gotów?

1. Koniec studiów nie oznacza od razu bycia wielkim dizajnerem.
Brzmi groźnie? Niestety musisz się z tą myślą pogodzić. Twój dyplom wcale nie oznacza sławy, najwyższej jakości projektów i góry pieniędzy na start. To jedynie dowód na to, że masz za sobą kilkuletnie szkolenie przygotowujące do zawodu. Nic więcej. Same piątki? Stypendium? Myślisz, że ktoś na to patrzy?

Spokojnie, masz przed sobą kawał życia. Dopiero teraz zacznie się prawdziwe grafikowanie. Może się zdarzyć, że będziesz mieć szczęście trafiać na samych fantastycznych klientów i Twoja kariera pójdzie jak burza. Możesz się uważać za jeszcze większego szczęściarza, jeśli takie zlecenia zaczną się pojawiać jeszcze w czasie studiów. Znając jednak polskie realia - prawdopodobieństwo jest raczej niewielkie.

Pamiętaj też, że Twoi nauczyciele mimo wszystko wiedzą więcej niż Ty. Dlatego nawet po obronie, będziesz jeszcze prawdopodobnie daleko za nimi. Wielkim dizajnerem nie jesteś, ale możesz być.

Magentowa super myśl: Wybierając kierunek studiów, wybierasz ścieżkę, po której chcesz iść. Po obronie ta ścieżka zmienia się w drogę, którą możesz dotrzeć do autostrady. No chyba, że staniesz w miejscu, to nigdzie nie dotrzesz ;)


2. Koniec studiów nie oznacza końca nauki.
To, że masz papier, nie oznacza, że już wszystko wiesz. Nie oznacza to też tego, że mimo Twojej ogromnej wiedzy w danym temacie, za chwilę nie okaże się że jest ona nieaktualna. Ciągle pojawia się coś nowego i trzeba się tego douczyć, żeby nie wypaść z obiegu. Pojawiają się nowe sprzęty, nowe oprogramowanie, nowe trendy, a nawet zupełnie nowe dziedziny i pojęcia, których istnienia nikt by nawet nie przypuszczał jakiś czas wcześniej. Ot np. czy 15 lat temu istniało coś takiego jak projektowanie aplikacji mobilnych? Kto wie, co pojawi się za następne 15?

Musisz za tym wszystkim nadążać. Za każdym jednym zakamarkiem Twojej specjalizacji. I lepiej od razu to polub, szczególnie jeśli nie przepadałeś za nauką na studiach. Bez gadania.


3. Koniec studiów nie oznacza, że teraz będzie z górki!
Zajebista praca za zajebiste pieniądze? Sława i fejmy w internetach? Wystawy na całym świecie? Ci, którzy są najbardziej konsekwentni i wytrwali w tym co robią, to są właśnie Ci, którym się to udaje. Podejmują ciągle nowe wyzwania, pokonują najgorsze przeszkody, nie zostawiają za sobą niedokończonych spraw, wyrabiają 200% normy - i przede wszystkim nigdy się nie poddają!

Jeśli myślisz, że po obronie możesz spocząć na laurach i sukces sam do Ciebie przyjdzie, wybij to sobie z głowy. Sukces sam nie przychodzi. To do niego trzeba dojść.

Pomyśl o tym, ile wysiłku trzeba było włożyć, żeby skończyć studia. Ile nieprzespanych nocy, ile poszukiwań idealnych proporcji, ile "użerania się" z profesorami i kolegami, którzy niezrozumiali Twoich wizji. Teraz będzie tego więcej. Tylko w innych sytuacjach i w jeszcze gorszej postaci. Ale spoko! Dasz radę. Jest na świecie przynajmniej jedna osoba, która w Ciebie wierzy i jestem nią ja :)


Póki co tyle.
Dozo!
Magenta
design © 2014 Magenta