Magenta

sobota, 16 maja 2015

Dlaczego znów bijemy się o jakieś nowe logo

Niedawna wojna o nowe logo woj. pomorskiego autorstwa Andrzeja Pągowskiego (no, taki wykrzyknik) przypomina mi trochę inną podobną sytuację, kiedy zostało przedstawione światu nowe logo woj. podlaskiego autorstwa Leona Tarasewicza (no, taki pikselowy żubr).

Wtedy, podobnie jak teraz, projekt wykonał znany artysta, a sam znak powstawał w wielkiej tajemnicy. I choć było miło dowiedzieć się, że zrobił go ktoś tak związany z regionem (sama pochodzę z Podlasia), to i tak była wojna - a to, że bez konkursu, a to, że malarz a nie grafik, a to, że za nazwisko, a i konkretne merytoryczne argumenty od samego grona grafików projektowych się znalazły (ot. np. o źle dobrany krój pisma do znaku, czy też obawa o jego skalowanie).

De ja vu?

STOP! Zatrzymajmy się! Czas dojść do sedna sprawy! Zamiast rzucać kamieniami, spróbujmy dojść DLACZEGO tak się dzieje. Nie potrafimy zaakceptować tego, co się dzieje wokół. I nie dlatego, że jest złe, ale że robione jest nie tak jak powinno.

Oderwijmy się na chwilę od samych projektów. Nie będę wypowiadać się dzisiaj o grafice. Szanuję obu panów i absolutnie uwielbiam ich prace. Skupmy się jednak na źródle całych naszych wojen o nowe znaki.

Problemem tutaj tak na prawdę jesteśmy my sami - nasza polska mentalność, nasze społeczeństwo, nasze systemy zachowań niezmienne od pokoleń i nasz zupełnie porąbany system zarządzania każdą jedną dziedziną naszego życia. I zaraz wytłumaczę o co chodzi. Czas przemyśleć 3 małe kwestie:

1. Kwestia ceny
Mówi się, że w Polsce nie ma nic za darmo. Jednocześnie zawsze poszukuje się najtańszej oferty (tzw. półdarmo). "Normalne" ceny jeszcze jakoś dają radę, natomiast te adekwatne do wykonanej pracy pozostają w sferze marzeń i pragnień dla większości z nas. I nie tyczy się to tylko branży graficznej - wszędzie jesteśmy niewłaściwie opłacani.

Czy 90 tys. za logo to dużo? To zależy. W tą cenę pewnie nie jest wliczony sam znak graficzny, ale prawdopodobnie cała masa dodatkowej pracy - księga znaku, identyfikacja, key visual, poligrafia, internety, badania fokusowe, spoty... i co jeszcze klient zapragnął. Jestem wręcz przekonana, że w opisie zlecenia znalazły się takie rzeczy - w końcu ceny od agencji zaczynały się od 200 tys. zł, a żadna polska agencja przy zdrowych zmysłach za sam znak nie wyceniłaby się tak wysoko.

Marzy mi się, aby dostać kiedyś taką kasę za swój projekt. Ale dobrze wiem, że będzie to tzw. full pakiet, a nie samo logo. Cóż jednak poradzić, kiedy w Polsce wygrywa się ceną - a za niską ceną nie kryje się jakość a JAKOŚ. To trochę jak z tym żartem:

- Dzień dobry, poproszę dobry i tani projekt.
- A po co Panu dwa projekty?



Na zachodzie takich problemów nie ma (a jeśli już są, to bardzo rzadko i nie na tak wysokich szczeblach). Idąc za ciosem, skoro już jakiś czas temu zaczęliśmy żyć w nowym, demokratycznym systemie, to może czas najwyższy i w innych kwestiach brać przykład z naszych sąsiadów i płacić tyle, ile się należy, a nie "co łaska"?

2. Kwestia gustu
Jaki w Polsce mamy gust? Wystarczy przejść się po dowolnym mieście i już to widać. Rozkochaliśmy się w nijakości i kiczu do granic. Bylejakość otacza nas z każdej strony - zarówno w grafice, jak i w każdej innej dziedzinie (popatrzcie na wystrój pierwszego lepszego sklepiku osiedlowego, czy mieszkania na sprzedaż).

Edukacja artystyczna? A, zapomnij! Jedna godzina plastyki tygodniowo przez kilka lat w szkole to zdecydowanie za mało. Już nie mówiąc nic o tym, że z przedmiotem o wdzięcznej nazwie "estetyka" ma się styczność dopiero, kiedy pójdzie się na jakieś humanistyczne studia. Przeciętny polak ma swoje widzimisię, a to, czy jest to estetycznie właściwe ocenia w kategoriach "podoba mi się" i "nie podoba mi się". W dodatku jesteśmy dumni ze swojego niewyedukowanego gustu, i to jak!




Wróćmy do logo i zadajmy sobie pytanie: kto ocenia nowy znak dla danego województwa czy innej jednostki państwowej? Oczywiście jest to zleceniodawca - czyli urząd. A jak urząd, to urzędnicy. A jaki gust mają urzędnicy? Taki sam jak "wszyscy". I tym sposobem mamy przerąbane, bo urzędnikom się podoba i koniec gadania. I może byłoby trochę lepiej, gdyby nie jeszcze jedna istotna kwestia, jaką jest:

3. Kwestia zaufania
PRL już dawno odszedł w niepamięć, a my dalej sobie nie ufamy. Owszem, wtedy było ciężko, bo każdy mógł na każdego donieść, więc nie ufało się nikomu... i to nam niestety zostało po tamtych czasach. Nie ufamy lekarzowi - lepiej sprawdzić w internecie, nie ufamy politykom - bo każdy ma coś na sumieniu, nie ufamy sobie nawzajem nawet w kwestiach zakupów - koleżanka mówi, że dobrze wyglądam w tej bluzce, bo chce, żebym wyglądała źle. Absurd!

Nie ufamy młodym - bo co oni tam mogą wiedzieć. Nie ufamy instytucjom - bo tam same szychy łase na pieniądze siedzą. Ufamy tylko samym sobie i zamiast razem coś tworzyć, każdy robi po swojemu.

Jest jeden mały wyjątek. Ufamy tym, którzy zostali docenieni i odnieśli większe lub mniejsze sukcesy zagranicą. Zachód jest dla nas wyznacznikiem tego, co dobre. Nie zawsze jednak jest to właściwe wyjście z sytuacji. Tym sposobem do stworzenia nowego znaku zostają zaproszeni ci, którzy mają znane nazwisko - po prostu. Ufamy im, bo "tam" ich kochają. A jak już pokochali "tam", to i tutaj ich kochamy. Jesteśmy tacy z nich dumni. Kasę wezmą, jaką wezmą - w końcu znany jest to trzeba zapłacić. I bardzo dobrze, że mamy tyle znanych i docenianych, ale... Szansy jednak tym nieznanym nie damy, bo ich "tam" nie znają, to i my ich nie znamy i nie ufamy. Jaja jak berety!

Tylu mamy w Polsce wspaniałych, wykształconych profesjonalistów, którzy marzą o takim zleceniu jak logo województwa. Dlaczego by im nie zaufać? 

Wspominam z utęsknieniem moją śp. ciocię Renię - siostrę mojej babci, kobietę, która przeżyła zesłanie z rodziną na Sybir, PRL i dożyła czasów wolnej Polski - dzięki której zdecydowałam się pójść za głosem serca i rozpocząć studia na kierunku artystycznym. Była jedną z tych niewielu osób, która bezgranicznie ufała młodym, zdolnym, pełnym zapału ludziom. I zawsze powtarzała, że to w młodych trzeba inwestować, bo "stary jak miał się nachapać, to się nachapał, a młodemu ciężko się przebić bez wsparcia". Tylko skąd tu teraz to wsparcie wziąć, jak takich "cioć" ze świecą szukać w obecnej sytuacji?


--

Kochani! Obudźmy się! Jest tyle do naprawienia, a my tylko patrzymy w piękny obrazek z zachodu i nie potrafimy wyciągnąć żadnych wniosków i przekonać się do tamtejszych rozwiązań. A przecież wystarczy tak niewiele.



Jak robić, żeby dalej było jak jest? To proste!
Zawsze żądaj zniżek i rabatów.
Pamiętaj, że twój gust jest najważniejszy.
Nie ufaj nikomu.
Świat nie będzie piękniejszy, ale przynajmniej staniesz na swoim, dumny Polaku.

sobota, 28 lutego 2015

Przestrzeń kolorów - brzmi dumnie!

RGB, CMYK, Lab? Czym to się je? Czym to się różni? O co w ogóle kaman?

Wyjaśniałam już różnicę między wektorem a rastrem i krótko tłumaczyłam czym jest DPI. Czas więc wziąć się za kolory, a to jest bardzo fajna sprawa. Dziś opiszę podstawy, które powinien znać każdy, nie tylko grafik.


RGB

R - red (czerwony), G - green (zielony), B - blue (niebieski)


Na pierwszy rzut idzie przestrzeń RGB. Kolory te budowane są poprzez dodawanie większej lub mniejszej ilości światła czerwonego, zielonego i niebieskiego. Jest to przestrzeń kolorów, w której działają wszystkie ekrany, jakie tylko możesz znaleźć u siebie w domu, więc jeśli masz gdzieś pod ręką lupę - przyjrzyj się swojemu monitorowi albo telefonowi z bliska :)

Zasada działania jest prosta:
1. Nic się nie świeci - to jest czarno
2. Wszystko się świeci na full - to jest biało
3. Każda barwa świeci się w różnym natężeniu - są kolory! (juhu!)

W skrócie: Czerwony + Zielony = Żółty, Czerwony + Niebieski = Fioletowy, Zielony + Niebieski = Seledynowy. Im mocniej świecą dane barwy tym jaśniejszy jest kolor, rzecz jasna. Kombinacji jest całe mnóstwo, a w zasadzie 2653 czyli 18609625 możliwych kolorów, bo każda barwa może świecić z natężeniem od 0 do 255. No, tyle przynajmniej można ich mieć na monitorze. Każdy pikselek na Twoim ekranie składa się z 3 mini żaróweczek. Kiedy piksel nam umiera - po prostu przepala się któraś z nich :(


Ciekawostka:
Model kolorów RGB został stworzony w oparciu o działanie ludzkiego oka. Otóż na naszych siatkówkach w oku znajdują się 3 rodzaje tzw. czopków (nie, nie takie czopki, te w oku to są fotoreceptory), które rejestrują fale o długości odpowiadającej światłu czerwonemu, zielonemu i niebieskiemu. Daltoniści mają po prostu "zepsute" niektóre z nich. Co jeszcze ciekawsze, zwierzęta mogą mieć inne rodzaje czopków i widzieć świat w zupełnie innych barwach niż my. Psz! Mind blown!


CMYK

C - cyan (cyjan), M - magenta (czyli ja!), Y - yellow (żółty), K - black lub key color (czarny)


Przestrzeń barwowa CMYK to kolorki tworzone poprzez dodawanie większej lub mniejszej ilości farby na papierze. Stąd też jest to przestrzeń dedykowana specjalnie do druku.

Zasada działania:
1. Nic nie drukujesz - to jest biało, papierowo.
2. Wszystko drukujesz - to jest czarno, bogato czarno.
3. Drukujesz farbami w różnej ilości - są kolory! (yeah!)

Wartości każdej farby w CMYK-u zapisuje się w procentach, czyli od 0 do 100%. Farby jednak nie są mieszane, ale nakładane warstwami, więc w sumie można zadrukować coś w 400% (brzmi dziwnie, ale tak to działa). W praktyce nie używa się jednak 400% zbyt często (mi się jeszcze nie zdarzyło). Po pierwsze primo - bo farba schła by strasznie długo i mogłaby posklejać papier, a po drugie primo - nie każdy papier sobie z taką ilością farby poradzi. Przeciętnie używa się od ok. 200 do 340%, ale o tym napiszę kiedy indziej :)

Kolory tworzy się następująco: Cyjan + Magenta = Granatowy, Cyjan + Żółty = Zielony, Magenta + Żółty = Czerwony, Wszystkie 3 = Czarny (a w zasadzie bardzo, bardzo ciemny brązowy). Czarny (K) jest kolorem dodatkowym do przyciemniania i drukowania tekstu. Sama czerń (K) jest właściwie lekko szarawa, dlatego, żeby uzyskać głęboką czerń dodaje się po trochu pozostałych kolorów (tzw. rich black, czyli bogaty czarny - hehe).


Suchar, ale bardzo prawdziwy:
- Dlaczego black to nie B tylko K?
- Bo ktoś już zarezerwował B dla blue!
Ba dum tss!

Ciekawostka:
Kiedy byłam mała i chodziłam jak nawiedzona na wszystkie możliwe zajęcia plastyczne, odkryłam, że jeśli zamiast tworzyć kolory jak uczyli w szkole - z czerwonego, niebieskiego i żółtego - użyję ciemnego różowego (tj. magenty - nie znałam wtedy tej nazwy) lub fioletowego zamiast czerwieni, kolory wychodziły o wiele przyjemniejsze, żywsze i "czystsze". Ot, taka pierwsza przygoda z CMYK-iem, zanim w ogóle dowiedziałam się co to jest.


HSL, Lab i inne przestrzenie barwowe podobne do RGB

H - hue (barwa), S - saturation (nasycenie), L - lightness (jasność)


L - lightness (jasność), a oraz b - udział barw (zielona i czerwona dla a, niebieska i żółta dla b)


Przestrzenie te są podobne do RGB, bo również opierają się na zasadzie działania ludzkiego oka. Zostały jednak opisane nieco innymi matematycznymi wzorami, przez co różnią się znacznie w ilości "dostępnych kombinacji" kolorów. Przydatne są przy obróbce fotografii, ale to już wiedza dla bardziej wtajemniczonych.

Przestrzenie te oraz inne (zachęcam do lektury książek o teorii barw) zostały stworzone, ponieważ samo RGB nie oddaje w 100% możliwości widzenia naszych oczu. Dużo zależy też np. od materiału na jakie pada światło oraz np. jak światła o różnej temperaturze barwowej mogą zmieniać widziany przez nasze oczy kolor. Przykładowo biała koszulka z fluorescencyjnym nadrukiem będzie miała inny kolor w świetle dziennym, a inny na środku parkietu w klubie na imprezie ;) Robiąc zdjęcie zobaczysz je na ekranie telefonu w RGB, jednak od razu zauważysz, że w rzeczywistości kolory są inne. Nasze oczy potrafią też dostosować się do różnych warunków świetlnych, by widzieć dokładniej (np. po zgaszeniu światła przed snem przez moment jest zupełnie czarno, a po chwili widać mniej więcej gdzie jest łóżko i gdzie na kołdrze rozrabia kot). Trochę zboczyłam z tematu, ale mam nadzieję, że wszystko jest jasne :)

Ciekawostka:
Ostatnio w sieci pojawiło się zdjęcie tajemniczej sukienki - dla jednych jest biało-złota, dla innych niebiesko-czarna. Jeśli widzisz biało-złotą, zasłoń górą część zdjęcia a będzie niebiesko- czarna. Dla odwrotnego efektu wystarczy zasłonić dolną część. Ewentualnie przyciemnić lub rozjaśnić ekran :)


PANTONE, RAL i inne systemy kolorów

Podobnie jak dla RGB nie wszystkie kolory da się właściwie odwzorować samymi 256 odcieni dla każdej barwy w zestawie, tak i w druku stworzono dodatkową paletę barw, których nie uda się uzyskać samym CMYK-iem. Przykładowo mogą to być kolory neonowe (jak zakreślacz) lub metaliczne jak złoto czy srebro.

Każdy grafik wie czym są pantony (czyli farby produkowane prze firmę PANTONE). Jest ich bardzo, bardzo dużo, a sama firma poza sprzedażą samych farb do druku, sprzedaje też próbniki tych kolorów. Samego pantona nie da się idealnie zasymulować kolorem na monitorze lub w wydruku CMYK. Dlatego warto mieć ze sobą próbnik, aby pokazać jaki kolor faktycznie pojawi się na papierze.

Sam kolor papieru też wpływa na efekt końcowy :)

RAL to z kolei system kolorów do zastosowań poza drukiem. M.in. do malowania metalu, farb w sprayu do samochodów itp. Kolorami z palety RAL określa się np. kolor stelażu biurka, uchwytów w drzwiach czy nogi od lampy.

Ciekawostka:
Pewien artysta prawie 300 lat przed pojawieniem się PANTONE wymieszał i opisał dokładnie niemalże każdy kolor tworząc ok. 800-stronicową książkę. Prawdziwy człowiek z pasją :)

No to tyle jeśli chodzi o podstawy. W razie wątpliwości - piszcie śmiało (lub pytajcie wujka Google - on wie wszystko). Wkrótce cykl o przygotowaniu do druku, więc bądźcie w dotyku!
Mrr!

poniedziałek, 23 lutego 2015

Uwaga! Zbieram zdjęcia!

Cześć!

Jak pewnie wiecie, albo i nie, prowadzę mały sklepik internetowy, gdzie można kupić koszulki i inne gadżety z moimi grafikami. Dla tych, którzy są chętni na zakupy mam super opcję. Otóż:

Teraz można dostać kod rabatowy ode mnie za zdjęcie :)

Zasada jest bardzo prosta. Jeśli masz już coś kupionego, wystarczy, że zrobisz sobie zdjęcie, i możesz otrzymać co najmniej 5zł zniżki na następne zakupy. Wykonać musisz jedynie bardzo prosty plan:

1. Zrobić zdjęcie w koszulce lub z gadżetem z mojego sklepu.
2. Wysłać je na adres sklep@magentowe.pl wpisując w mailu, że zgadzasz się na publikację zdjęcia na którejś z moich stron (sklep, blog, fanpage).
3. Poczekać na kod rabatowy w mailu zwrotnym.

Im ciekawsze zdjęcie tym kod może być większy (nawet 10-krotnie, oceniać będzie komisja w składzie: ja i mój kot)! Także ten! Warto! Nie musisz pokazywać twarzy (choć zawsze miło jest widzieć uśmiechniętą buzię). Na zdjęciu może być też ktoś, kto otrzymał od Ciebie w prezencie coś z moją grafiką. Generalnie hulaj dusza!

Zdjęcia wylądują na specjalnej podstronie w sklepie, żeby każdy mógł zobaczyć jak fajne mieć coś od Magenty ;) Np. coś z tych rzeczy:

Rower leczy
damska / męska
Pan Kromka
damska / t-shirt męski
Kawowa koszulka
damska / męska
Pokaż kotku, co masz w środku
torba
Steve Jobs jedzący jabłko
plakat
Lorem Ipsum
damska / męska / dziecięca
Stanisław Lem w kosmosie
plakat
Biedne Krasnoludki
damska / męska / dziecięca


Zdjęć zadowolonych klientów mam niestety tyle, co kot napłakał.



Nie pozwól by kot płakał. Kup koszulkę... Albo torbę... Albo cokolwiek.

środa, 11 lutego 2015

Czego nie nauczysz się na studiach, część 5

W tym ostatnim tekście z serii o tym, czego nie da się nauczyć na studiach, postanowiłam wypisać kilka przydatnych informacji o tym, jak nie być idiotą. ;) Bo szczerze, każdy z nas jest trochę głupkiem. A już szczególnie świeżo po obronie.

1. Podstawy, głupcze!
Ok, niby na studiach uczy się podstaw. Podstaw projektowania, kompozycji, rysowania itd. Jest jednak cała masa podstaw, których prawdopodobnie nie ogarniasz. I jest to góra TECHNICZNYCH umiejętności. Grunt to się nie lenić i nadrobić.


Co więc mogło umknąć na studiach? Ot, np.:
jakie są najpopularniejsze wymiary ulotek / kopert / wizytówek itd.
 A4 i A3 raczej znasz, ale... czy wiesz co to format DL? Albo jakie wymiary ma roll-up? Oraz co najważniejsze - jakie wymiary powinien mieć twój projekt katalogu, żeby w drukarni było jak najmniej zmarnowanego papieru? Hoho! Dopiero po studiach poznasz całe spektrum możliwości drukarskich :)
jak poprawić zdjęcie od klienta, żeby nadawało się do druku
Jak dostaniesz zdjęcia, które wyglądają jak samo zło i załamujesz ręce na sam widok... popłacz chwilę w kącie, a następnie skup się, żeby wydobyć z nich wszystko co się da. Trzeba będzie podkręcić kolory, poczyścić ze śmieci, coś wyostrzyć, coś zamazać. W końcu dobre zdjęcia to podstawa dobrego projektu. Z czasem się wprawisz. Trust me! Aha i jeszcze jedno - zaprzyjaźnij się z Pen Tool-em i ścieżkami.
jak ustawić wyrównanie do pikseli i pilnować szerokości elementów w projekcie
To akurat zagadka dla pracujących nad stronami internetowymi. Jest na to kilka sposobów, tylko trzeba ich poszukać. Koder będzie Ci za to bardzo wdzięczny. 
jak poprawnie ustawić kerning i zarządzać tekstem
Wiesz jak używać stylów tekstowych? Jakie wartości należy ustawić w zakładce dotyczącej justowania tekstu? Nie? Niedopsz...
jak poprawnie wypuścić plik do druku
I nie, nie chodzi tu o szybkie kliknięcie "eksportuj do PDF". Plik musisz sprawdzić pod wieloma względami, takimi jak np. wielkość spadów, rzeczywiste rozdzielczości dpi użytych grafik, spłaszczanie, konwertowanie do krzywych, profil drukarski(!), obszar informacji o pracy, dodatkowe kolory itd. itd. Długa lista. Być może napiszę kiedyś o tym mini poradnik :) Byłby ktoś chętny?
jak przekazać otwarte pliki, żeby wszystko działało
Czasami zdarza się, że klient prosi o otwarte pliki. Czasami zdarza się, że oddajesz projekt komuś innemu. Tak więc... naucz się robić tzw. paczki. Bo znając życie, porządku na dysku raczej nie masz i wszystkie linki porozwalane są we wszystkich możliwych zakamarkach komputera.
jak zaprezentować projekt, żeby klient go kupił
Masz projekt plakatu? Wrzuć go na mock-up. Masz projekt ulotki? Wrzuć go na mock-up. Masz projekt oklejenia samochodu? Wrzuć go na mock-up! Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno. Wszystko działa lepiej, gdy wygląda jak zdjęcie gotowca. A no i... masz kilka projektów do pokazania? Zrób prezentację (tylko nie w Power Point'cie)! Stwórz sobie prosty szablon i używaj wszędzie tam, gdzie zależy Ci na pozytywnej reakcji ze strony klienta.
jak żyć?!
;)

Jeśli któreś z powyższych nauczyłeś się na studiach - chwała profesorom! Założę, się jednak, że 80% z tej listy jeszcze nie umiesz lub nauczyłeś się sam po jakimś czasie. Trzeba to nadrobić. Przynajmniej w tych dziedzinach, w których masz zamiar dalej się rozwijać.

2. Kontakty, głupcze!
O kontakty trzeba zadbać pod dwoma względami. Po pierwsze primo - rozmowa, a po drugie primo - budowanie bazy kontaktów.

W przypadku rozmowy sprawa jest dosyć prosta. Im więcej rozmawiasz z klientem, drukarnią czy innymi osobami zajmującymi się danym projektem, tym lepiej. Jeżeli chcesz uniknąć nieporozumień - po prostu zapytaj się o więcej informacji.

Przykład 1. 
Powiedzmy, że zgłosił się do Ciebie klient, który chce projekt nadruku na smycz. Podał Ci wytyczne co do tego jak widzi grafikę i szerokość smyczy. Ale... Czy wiesz w jakiej technice będzie robiona? Jakie powinny być jej dokładne wymiary? Jak będzie wykończona (np. plastikowe zamknięcie czy metalowy uchwyt)? Czy ma być spójna z jakimś innym projektem? Na te wszystkie pytania musisz mieć odpowiedź. I jasne, możesz zrobić po prostu projekt i przekazać pliki produkcyjne, jednak obstawiam, że może zakończyć się to powrotem zdenerwowanego klienta, że producent odrzucił pliki bo są złe (grrr!).
Jest też druga opcja. Zanim przystąpisz do pracy możesz zapytać się klienta o wszystkie brakujące wytyczne, ale prawdopodobnie nie będzie wiedział wszystkiego (np. danych technicznych). Możesz więc poprosić go o podanie maila do producenta i skontaktować się z nim w tej sprawie. Możesz też poprosić o kontakt do innej osoby związanej z projektem. Jeśli klient nie wie, gdzie będzie robił smycz - zarekomenduj zaufanego producenta i przygotuj pliki wg jego wytycznych. Proste? Proste.

Przykład 2.
Projektujesz grafikę do aplikacji mobilnej. Masz sporo wytycznych, których masz się trzymać i to robisz. Jednak po zaakceptowaniu plików przez klienta zgłasza się po jakimś czasie do Ciebie osoba, która zajmuje się kodową stroną zadania i narzeka, że połowy rzeczy nie da się zrobić (i jak to się stało, że Ty o tym nie wiedziałeś!). Efekt jest taki, że projektujesz całość od nowa i być może przy dobrych relacjach uda się za to policzyć dodatkową kasę.
W tym przypadku niezbędny był kontakt z dodatkowymi osobami zaangażowanymi w projekt. Tak jak w poprzednim przykładzie - co nie wiesz, to pytaj. Będziesz mieć pewność, że z Twojej strony wszystko było zgodne z umową i wszyscy będą zadowoleni.

No i najważniejsze - jeśli pracujesz w grupie to też z wszystkimi rozmawiaj




Budowanie bazy kontaktów to kolejne ważne zadanie dla Ciebie. Tylko rób to z głową. Zbieraj dane do zaufanych ludzi - producentów, który znają się na rzeczy i zawsze robią wszystko w terminie, drukarni, które gwarantują dobrą jakość, koderów, którzy potrafią postawić każdą stronę, klientów, z którymi współpraca szła znakomicie, znajomych grafików, którzy chętnie poratują Cię, gdy będziesz mieć nadmiar roboty itd itd. Zanim się obejrzysz, stworzysz siatkę kontaktów, dzięki której będziesz w stanie wykonać wszystko.

Jak zacząć? Najlepiej otworzyć sobie głupiego Worda czy Exela i spisać wszystkich, którzy przyjdą Ci do głowy. No i pamiętaj, żeby każdego dobrze opisać.

3. Czas wolny, głupcze!
Nie daj się zwariować! Życie grafika to nie tylko grafika! Pamiętaj, że tak jak w każdym innym zawodzie, nawet w naszym potrzebujemy czasami oderwać się od pracy i odetchnąć świeżym powietrzem.

Zorganizuj sobie czas wolny. Znajdź małe hobby. Odwiedzaj fajne miejsca. Spotykaj się z przyjaciółmi i znajomymi. Jedz zdrowo :) Szukaj radości z innych rzeczy niż tylko dobrze wykonana praca. Jeśli masz dużo roboty, obiecaj sobie wolny chociaż jeden dzień w tygodniu. Odpocznij.

W końcu... jeśli siedzisz w kółko przy komputerze i nigdzie się nie ruszasz, tracisz całą masę inspirujących wrażeń i okazji. Prawda?

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Czego nie nauczysz się na studiach, część 4

Podsumowując krótko kilka ostatnich części:

Skończone studia to nie koniec nauki, a prawdziwe życie jako grafik dopiero teraz się zacznie. Już wiesz, że musisz zadbać o swoje portfolio i zdecydować się gdzie i jak chcesz pracować. Wiesz, że musisz się uzbroić w cierpliwość, zacząć działać regularnie i terminowo. Oraz przede wszystkim, co najważniejsze, musisz wytrwale dążyć do upragnionego celu.

Na co jeszcze więc zwrócić uwagę zaraz po dzielnej obronie własnego dyplomu? Już piszę.

1. Skup się i nie narzekaj!
Chociaż w zasadzie, jeśli skupisz się na swoim rozwoju w 100% (albo przynajmniej w 80% ;)), to czasu na narzekanie nie znajdziesz.



Kiedy patrzę na wszystkich nowo-upieczonych grafików i widzę jak narzekają o tym jak jest w tym kraju źle i niedobrze, to czasami śmieję się pod nosem. Chwilę później przypominam sobie jednak, że ze mną nie było inaczej. I póki narzekałam - było źle. Gdy tylko skończyłam, nagle los zaczął mi sprzyjać. Powolutku, w miarę czasu było coraz lepiej. I choć wydaje się to trochę dziwne z logicznego punktu widzenia, tak to właśnie działa.

Przede wszystkim warto więc zadać sobie pytanie: 
DLACZEGO WŁAŚCIWIE NARZEKAM?
Bo nie mogę znaleźć pracy?
Nic dziwnego, pierwszy raz to robisz. A na studiach raczej nikt Cię tego nie nauczył.
Bo nikt mnie nie docenia?
Z dorobkiem studenta, ciężko żeby ktoś cię cenił jak wielkiego dizajnera. Ale przecież masz potencjał. :)
Bo klienci mi nie płacą?
Może robisz coś nie tak? Może warto przeczytać kilka książek o tym, jak skutecznie sprzedawać i negocjować, albo pójść na jakieś szkolenie?
Bo nikt się nie zna na sztuce dizajnu?
Trudno, żeby się wszyscy znali, skoro nie uczą tego w szkołach, a średni poziom IQ spada z roku na rok.

itd. itd.

Na każdy Twój argument znajdzie się odpowiedź. W końcu uświadomisz sobie fakt, że to nie Twoja wina, że jest źle - po prostu za mało jeszcze wiesz. Dlatego skup się i pogłębiaj swoją wiedzę. Wszystko zacznie się układać, obiecuję.

True story: Ja osobiście narzekanie ograniczyłam do minimum. Jeśli coś mnie zaczyna wkurzać, to szukam logicznego powodu dlaczego tak się dzieje i skupiam się na rozwiązaniu. Czasami wpadają wtedy do głowy niesamowite pomysły. :)

2. Bądź ekspertem w jednej dziedzinie, ale znaj po trochu różnych rzeczy.
Jeśli mówimy już o skupieniu na własnym rozwoju, warto zdecydować się już w tej chwili w czym tak naprawdę czujesz się najlepiej i co chcesz robić. Jeśli masz problem z określeniem mam dla Ciebie jedno proste ćwiczenie.

Rozluźnij się, zamknij oczy, wyobraź sobie siebie za 10-15 lat i opisz to co widzisz.*
*I nie, "jestem zajebistym grafikiem" to nie jest opis, co najwyżej mała etykietka pod obrazem.


Robisz branding dla wielkiej zagranicznej firmy? Zabawiasz towarzystwo na wielkiej wystawie swoich plakatów? Malujesz mural na Pałacu Kultury, bo zaprosił Cię sam premier? Może jesteś Art Directorem w Nowym Yorku i kierujesz zespołem dizajnerów? A może prowadzisz własne studio fotograficzne w swoim rodzinnym miasteczku i robisz zdjęcia wszystkim mieszkańcom, bo tak marzyłeś od dziecka?

Opisz to, co widzisz, najdokładniej jak się da. To naprawdę OGROMNA wskazówka dla Ciebie. Przeanalizuj ją i wyciągnij z niej wnioski. Będziesz wiedzieć, na czym musisz się skupić najbardziej (lub się dowiesz - wiadomo, uczymy się!) i jakie dodatkowe umiejętności będą Ci potrzebne, żeby to, co właśnie zobaczyłeś, mogło się urzeczywistnić. Proste?

True story: Jeśli nie uda się za te 10-15 lat, to i tak będziesz bliżej tego celu niż jesteś w tej chwili. Być może w którymś momencie Twoja wizja zacznie się zmieniać, to naturalne. Moje osobiste plany dosyć mocno rozciągnęły się w czasie z różnych powodów, ale i tak jestem zadowolona, że się ich trzymam i idę do przodu. Swoim tempem, ale zawsze coś. ;)

3. Praca to nie wyścig szczurów - trzeba sobie pomagać.
Studia to prawdziwy wyścig szczurów. Liczą się dobre projekty, wygrane w konkursach, dobre stopnie, stypendium. Pomaganie sobie nawzajem było zawsze raczej na uboczu. Jak już się komuś coś doradziło, to nieraz zdarzało się, że ten ktoś dzięki Twojej uwadze miał lepszą ocenę i czułeś się z tym dziwnie (jakby ktoś ukradł Twój pomysł - nie?). Krytykowanie innych było Twoim ulubionym zajęciem po godzinach, prawda? Teraz najwyższy czas skończyć z takim podejściem.

Każdy z nas zna się na trochę innych rzeczach. Swoją wiedzą warto się dzielić. I nie ważne czy to będzie szybkie kilka słów na temat projektu współpracownika, czy wyjaśnienie podstaw osobie zaczynającej swoją przygodę z grafiką. Nie jesteś guru dizajnu, ale też i inni nie są. Dlaczego więc nie uczyć się od siebie nawzajem? Przecież profesor już Cię za rękę nie poprowadzi. :)


Warto odstawić na bok swoja dumę i dać sobie pomóc. Może to być prośba o zwyczajną opinię na jakiś temat, może to być zapytanie o współpracę w realizacji jakiegoś większego projektu. Jeśli trafia Ci się wielkie zlecenie - to w sumie dlaczego nie zrobić go z kimś? Może Twój znajomy z utęsknieniem czeka na taką okazję? A Ty nie będziesz musiał się męczyć z zadaniem, z którym czujesz, że możesz sobie nie poradzić. Dogadacie się przecież!

Pamiętaj, wszyscy ludzie z branży mają jeden wspólny cel - żeby świat wyglądał ładniej! To nie czas na siedzenie z założonymi rękoma i zadartym nosem, lub, co gorsza, podrzucanie sobie nawzajem kłód pod nogi. Nie krytykuj - pomagaj.

True story: Już raz wzięłam na siebie zadanie ponad swoje siły. Żałuję, bo ciągnęło się przez to niemiłosiernie długo. I choć w końcu się udało, dobrze wiem, że byłoby o wiele szybciej i sprawniej, gdybym poprosiła kogoś o pomoc. Przynajmniej w tych kwestiach, które były dla mnie nowe, lub nie czułam się z byt pewnie. Życiowa nauczka, dzięki której teraz piszę to, co piszę. ;)

PS. Nowości w moim sklepiku! Zapraszam!
design © 2014 Magenta