Magenta

wtorek, 11 listopada 2014

Naród wspaniały, tylko ludzie...

niedouczeni. Tak, niedouczeni.

Zacznijmy od początku.
Raz na jakiś czas w każdym mieście każdy słup otrzymuje w darze dosyć specyficzny pancerz z płyty pilśniowej i papieru. Dar sponsorowany jest przez odpowiednie partie polityczne lub osoby niezrzeszone pragnące dostać się do władzy. I o ile chęci dojścia "gdzieś wyżej", aby móc zrealizować wielkie plany i marzenia pomocy mieszkańcom, to postawa bardzo słuszna, o tyle sposób jej wykonania woła niejednokrotnie o pomstę do nieba. Może trochę przeginam. Ale czy jest ktokolwiek, komu się te przedwyborcze miejskie widoki podobają?

Nie chodzi też tylko o plakaty. Ilość wyborczego spamu, jaki codziennie wyciągam z własnej skrzynki na listy też mnie martwi. Powalające w swojej ilości i "nijakości" ulotki wypełnione tekstami, których nikt nie czyta. Osobiście w nich widzę płacz i ciężkie męki grafika, który musiał słuchać każdej uwagi i wprowadzać wszystkie "durne" poprawki. Widzę też przekonanie każdego z kandydatów, który je zamówił, o ich ogromnej efektywności i o tym jak bardzo pomogą w zdobyciu cennych głosów. A tymczasem nad i pod skrzynkami codziennie robią się małe papierowe górki śmieci, za których wywóz mieszkańcy bloku (i w tym oczywiście ja) będą musieli zapłacić z własnej kieszeni.

Nie, same ulotki nie są złe. To bardzo klasyczne podejście do reklamy. Dużo zależy jednak od sposobu, w jaki trafiają do docelowego odbiorcy. I tu wypadałoby zadać pytanie: Czy Ty, drogi wyborco, lubisz, kiedy ktoś Ci coś wciska na siłę? Albo może: Czy Ty, drogi kandydacie, chcesz być kojarzony z nachalnością i bezmyślnym wydawaniem pieniędzy?



W dziedzinie agitacji wyborczej raczej nic nowego nie wymyślimy.
Jak plakat wyborczy - to musi być zdjęcie, imię i nazwisko i numer na liście. Musi być hasło wyborcze. Musi to wszystko "dawać po gałach", żeby zapadało w pamięć. Czekam z niecierpliwością na ten dzień, kiedy ktoś wreszcie powie DOŚĆ i stworzy coś zupełnie nowego.

Trochę marzy mi się też oglądać kiedyś takie plakaty jak ten u nas w Polsce, ale to pewnie trochę potrwa.

Żeby nie było, że tylko narzekam, krótka przerwa na kilka "pozytywnych zaskoczeń":
1. Uśmiechnięta pani, przedstawiająca się jako żona jednego z kandydatów, chodziła od drzwi do drzwi w bloku rozdając ulotki z długopisami. Gadżet zawsze jest miło dostać.
2. W podobnej sytuacji dostałam jeszcze ciekawszy gadżet. Wizytówka z danymi kontaktowymi do kandydata, a na odwrocie - karta bezpieczeństwa, czyli wszystkie ważne numery i kilka rubryk, w których wpisać można swoje imię, nazwisko, osobę do kontaktu w nagłych wypadkach, alergie i przyjmowane leki.
3. Pocztówka. Ot tak po prostu. Zdjęcie miasta, a na odwrocie kilka miłych słów i zachęty do głosowania. Była to jedyna rzecz, która rzuciła mi się w oczy przy wyciąganiu śmieci ze skrzynki. Aż sobie zachowałam.

Żadna z tych niespodzianek nie powalała dizajnem, ale było to coś innego, niż to, do czego przywykłam. Chociaż pochodzę z niewielkiego miasta... i być może w tych większych zawsze to tak wyglądało, że rozdawane były gadżety?

Wróćmy do niedouczonych...
Otóż trzymając się klasycznych reguł i zasad zawsze będziemy mieli plakat czy ulotkę samą w sobie poprawną. Tę poprawność wyglądu może zapewnić grafik z doświadczeniem (nie kolega Marian, co ma pirackiego Corela) oraz odrobina zdrowego rozsądku. Chociaż właściwe to jednak zdrowego rozsądku powinno być zdecydowanie więcej niż tylko odrobina, szczególnie przy poszukiwaniu dobrego hasła wyborczego.

Przykłady z rodzinnego miasteczka.*

Ten po lewej przykład dosyć zabawny, rozśmieszył mnie nieco, ale wygląda poprawnie. Łapy dosłownie łączące kandydatów. Po prawej natomiast mały dramacik. Pomijam tutaj pytanie o sens robienia grupowego zdjęcia kandydatów, samego projektu nie będę komentować. Ale przepraszam, naprawdę... nikt, absolutnie nikt nie zauważył jak okropnie wieloznaczne jest to hasło?

*Tylko spokojnie. Kocham moje Łapy i życzę, aby wszyscy się dostali gdzie chcą ;)

Zdrowy rozsądek przydałby się też przy wieszaniu plakatów. To już nawet nie chodzi o same opancerzone słupy. To się pojawia wszędzie!

Przykład z aktualnego miasta, w którym mieszkam.

Oto przed państwem mała galeria plakatu wyborczego stacji SKM "Sopot Kamienny Potok", otwarta 24/7. Tego jest tutaj tak dużo, że dostaję oczopląsu ilekroć obok przechodzę. A jestem codziennie, i cały czas pojawia się coś nowego (nawet nie wiem jak, bo miejsca nie przybywa). Mam tylko skromną nadzieję, że zaraz po wyborach to wszystko zniknie. 

Pamiętam sytuację we wcześniejszych wyborach, kiedy któryś z kandydatów w dniu, kiedy miały zniknąć wszelkie plakaty, symbolicznie odkleił swój plakat z jakiejś tablicy... i to była relacja w telewizji.

Żeby nie było, że tylko narzekam, kolejna krótka przerwa na kilka plusów:
+ Widziałam plakaty na citylightach! Tak! W miejscu, gdzie powinny być! Szok!
+ Za bardzo udany uważam layout materiałów wyborczych Platformy Sopocian. Ładnie, zgrabnie i morze w tle - i to konkretny widok z Sopotu. Well done!
+ Równie udany jest też layout PiS-u. Bardzo klasyczny i elegancki, dobrze współgra z wizerunkiem partii.

Jeszcze jeden interesujący fakt. Czy zauważyliście, że przed wyborami zwykle zostaje naprawionych sporo dróg i budynków? Ciekawe...

Wybory tuż tuż. Kochani!
Zadbajmy o to, by do wygrały osoby, które na prawdę wiedzą co robią. Nie sugerujmy się plakatami i ulotkami, bo na tym niestety większość kandydatów się nie zna i nie bardzo umie prowadzić swoje własne kampanie reklamowe. Jednak wśród całego grona chętnych do poprawy jakości naszego życia są na pewno osoby, które wiedzą jak to osiągnąć. Poczytajcie dokładnie wszystkie programy, pogadajcie z kandydatami. Wszyscy chcemy, żeby było lepiej. I tego wam życzę.



PS. To ciekawe, bo kandydując z listy konkretnej partii politycznej dostaje się zwykle gotowy projekt (czysty layout), który należy dostosować pod swoje potrzeby (niezrzeszeni kandydaci muszą radzić sobie sami), a mimo to wciąż pojawiają się liczne graficzne "koszmarki", zupełnie odbiegające od oryginalnego dizajnu. Czy za zbyt dużą ingerencję w layout przewidziane są kary dla kandydatów? Ktoś wie? Myślę, że by się przydały.

sobota, 13 września 2014

Czego nie nauczysz się na studiach, część 3

Witam po dłuższej przerwie. Dziś omówię kolejne 3 istotne rzeczy, których prawdopodobnie nie nauczysz się na studiach, więc warto zacząć pracę nad nimi już teraz. Ready?

1. Regularność
Czy na studiach wstawałeś codziennie o 7 rano i zaraz po śniadaniu siadałeś do komputera? Być może. Ale czy od razu zajmowałeś się projektami? Wątpię. Czy poświęcałeś na zadania dokładnie 8h dziennie i dopiero wieczorem miałeś wolne? Na pewno nie. Twoja regularna praca zaczynała się maksymalnie miesiąc przez sesją, a cały wcześniejszy czas obijałeś się niemiłosiernie. Czasami robiłeś coś do 3 w nocy, a czasami godzina 22 to był już czas na spanie. Tak samo z czasem na jedzenie, rozrywkę, odbieranie maili, sprawdzanie facebooka itd. Nic nie było regularne... no może poza piątkowymi imprezami w akademiku ;)


Niestety, kończąc studia jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do takiego trybu pracy i potrzeba będzie naprawdę sporo wysiłku i wyrzeczeń, żeby ułożyć sobie regularny plan dnia i tygodnia. Przede wszystkim najtrudniej będzie przyzwyczaić się do włączania kreatywności o 8/9 rano i utrzymywanie jej na stałym poziomie przez co najmniej 8 godzin (szczególnie jeśli przypływy weny twórczej zwykle pojawiały się późną nocą, a w dzień nie działo się nic). Oczywiście, jeżeli wybierzesz pracę jako freelancer, godziny mogą się zmienić, jednak, tak czy siak, będziesz musiał dostosować się do klientów (którzy raczej nie będą czekać na maile z projektami do 1 w nocy).

Problem polega na tym, że w czasie studiów przyzwyczajamy się do tego, że kreatywność "wyzwala się" dopiero w napiętej sytuacji kiedy goni deadline (data zaliczenia) i musisz zrobić coś, co będzie wyglądało na semestr ciężkiej pracy w tydzień. Jeśli chcesz odnosić sukcesy po studiach, musisz znaleźć sposób na przestawienie włącznika "zawsze kiedy MUSZĘ KONIECZNIE coś zrobić" na "zawsze kiedy TYLKO coś robię". Złotej metody niestety na to nie ma, ale da się.

2. Terminowość
Kolejna rzecz, której na studiach uczymy się na opak. Termin zaliczenia? Dokładna godzina? A pf! Są jeszcze terminy poprawkowe, kampania wrześniowa, projekt można też dosłać mailem po czasie, przecież profesorowie są wyrozumiali!

Klienci wyrozumiali niestety nie są. Ani opiekunowie klientów w agencjach i korporacjach, ani menedżerki, ani dyrektorzy artystyczni, ani jacykolwiek Twoi przyszli przełożeni. Każde opóźnienie jest traktowane jak niewykonanie zadania. I choćby nie wiadomo jak źle projekt wyglądał - termin jest rzeczą świętą. Jeśli miało być w piątek do 12 to musi być - a nie w poniedziałek na 16.

Tylko bez paniki, terminy da się negocjować, ale odpowiednio wcześniej. Jeśli pracujesz nad czymś i już widzisz, że zabraknie Ci czasu - powiedz o tym. Uprzedź o sytuacji. Tylko nie rób tego zbyt często. Jeśli każdy Twój klient będzie mówił innym potencjalnym klientom, że dobry z Ciebie grafik, ale zawsze się wszystko u Ciebie przeciąga, to nie będzie to dobra reklama. Trust me, I'm a graphic designer.

3. Wytrwałość/cierpliwość
Zderzenie z prawdziwymi klientami - tego zdecydowanie nie nauczysz się na studiach. Prawdziwi klienci zwykle nie mają zielonego pojęcia o grafice. Musisz więc zachować spokój i cierpliwie tłumaczyć dlaczego coś jest tak a nie inaczej, dlaczego coś będzie bardziej czytelne, a coś nie, czy dlaczego wyeksponowanie logo nie zadziała tak dobrze jak podkreślenie treści przekazu. Poprawki nie będą pojawiać się raz na dwa tygodnie, ale nawet kilka razy dziennie, a Twój projekt będzie ewoluował w coś, co może nie do końca Ci się podobać (Ajć!).

Ilekroć uda Ci się przeforsować swój pomysł, będziesz świętować mały sukces. Jeśli się udawać nie będzie, rób tak czy siak to, co do Ciebie należy. W końcu dostajesz za to kasę, która możesz zainwestować w co tylko chcesz. Nie wszystkimi projektami będzie się dało pochwalić w portfolio, ale zdecydowanie z każdego będzie się dało odłożyć trochę pieniędzy na nowy komputer/aparat/tablet/biurko/co tam duszyczka zapragnie. Ciesz się z każdego zadania :) Dosłownie: ciężka praca popłaca.

sobota, 2 sierpnia 2014

Są chwile, kiedy trochę żałuję, że jestem grafikiem

Są takie momenty, ale na szczęście trwają bardzo krótko.

Kiedy czuję się źle, przeglądam swoje portfolio i wraca mi uśmiech. Bycie grafikiem jest fajne. Czujesz tą radość kiedy coś tworzysz, zadowolenie kogoś, dla kogo to robisz, aprobatę znajomych i rodziny, kiedy wszystko się układa. I choć po drodze pojawia się mnóstwo poprawek, projektów na zaraz, uwag i wątpliwości, czy faktycznie robi się coś dobrego, praca i rozwój w tym zawodzie są niezwykle satysfakcjonujące.



Kiedy więc są te chwile żalu?
Ano... jak po raz kolejny odmawiam komuś wyjścia na piwko czy spaceru na plażę lub przejażdżki rowerem, bo najzwyczajniej brakuje mi czasu, to są właśnie te chwile. Szczególnie teraz, kiedy jest lato i w Trójmieście mamy fantastyczna pogodę.

Był kiedyś czas kiedy narzekałam na brak pracy i zleceń. Teraz, kiedy sytuacja się odwróciła i mam zarówno stałą pracę jak i dodatkowe zlecenia, czuję się nieco przytłoczona. Gdzieś zgubiłam chwile dla siebie. Zniknął czas na bloga, sklepik z koszulkami, codzienne spotkania ze znajomymi, nawet na zabawę z kotem.

Będzie dobrze!
Ostatnie kilka miesięcy było naprawdę intensywnych. Pierwszy raz w sumie od kiedy sięgam pamięcią, robiłam taką masę rzeczy w tak krótkim czasie. Jeśli mogłabym do czegoś to porównać, to zdecydowanie byłaby to najgorsza sesja na studiach - tylko, że trwająca 24/7, non stop. A wrażenie jest takie, jakby cała wiedza zdobywana normalnie przez kilka lat studiów została skondensowana do miesiąca. DO MIESIĄCA. Wyobrażacie sobie 6 lat studiów skondensować do miesiąca? Wiecie, że w ogóle tak się da? Bo ja teraz już wiem.

Dużo pracy = dużo nowej wiedzy i doświadczenia
I chyba to jest w tym wszystkim najlepsze. Jeszcze trochę i wystrzelę jak z procy, zobaczycie ;) Czas dla siebie w końcu się znajdzie.

Trochę niusów z ostatnich miesięcy - ode mnie, dla was.
1.  Cupsell.pl wprowadził nowy layout sklepów. Wygląda o wiele lepiej. Wszystko jest jasne i przejrzyste, a nadruki są świetnie wyeksponowane. No, przynajmniej w porównaniu z tym, co było wcześniej ;)
Pan Prezes zapodaje coraz to lepsze filmy, a grupa wsparcia na fb to istny majstersztyk. Cokolwiek nie działa - naprawiane jest błyskawicznie. Co do mnie - udało mi się stworzyć nowe banery na sklepik oraz dodać kilka nowych wzorów do kupienia. Zapraszam gorąco na zakupy! Aha.. no i pod koniec miesiąca będą jeszcze nowsze grafiki, o których dam znać przez swojego facebooka.

2. Szykuje się duży update portfolio. Na początek leci Behance, potem własna strona, która zmieni swój adres. Ulegnie też zmianie mój e-mail, ale spokojnie - stary będzie jeszcze działał przez około rok. Będzie ciekawie - magentowo i na bank kotkowo.

3. Do regularnego pisania wracam po długim weekendzie - będzie dużo nowych tematów i rozwinięcia do poprzednich, także warto sobie dodać mojego bloga do czytnika RSS. Mam straszną ochotę podzielić się ze światem nową wiedzą!

4. Mam jeszcze jedną drobną niespodziankę w zanadrzu, ale to dopiero na jesień. Ciekawskich namawiam do pozostania w dotyku ;)

Pozdrawiam kończąc jednocześnie chwilę poświęconą specjalnie dla was i wracam do roboty.
Ciao!

wtorek, 24 czerwca 2014

Jak działa cebula?

Cebula - takie warzywo. Nudne trochę,  bo pod każdą warstwą ma to samo. Nie zaskakuje żadną nietypową pestką w środku, czy inna fanaberią. Cebula jest zwyczajna. Smak ma dosyć ciekawy, jednak na tyle intensywny, że w nadmiarze potrafi przyćmić smak potrawy. Choć i to nieraz smakuje dobrze. Wyjątkowo słodko. Lubię cebulę. Taką cebulę. Nie tą, którą określa się przeciętnego polaka. Tej wolałabym nigdy nie poznać, ale niestety...


Kilka dni temu miały miejsce obrony dyplomów na ASP w Gdańsku. Specjalnie postarałam się o urlop w pracy, żeby móc chociaż w części z nich uczestniczyć. Wielu moich znajomych się wtedy broniło, a ja trzymałam za nich kciuki, chociaż po jakości ich pracy dobrze wiedziałam, że to nie ma szans się nie udać.

Uśmiechnęłam się wczoraj miło do siebie, kiedy zrobiłam sobie przerwę w poprawianiu jakiegoś szybkiego zlecenia i wskoczyłam na Behance'a pooglądać raz jeszcze wszystkie te fantastyczne prace. Kurde, też chcę coś takiego dobrego zrobić, ale wciągnęłam się w pracę. - pomyślałam. Dawno nie robiłam nic aż tak kreatywnego i skomplikowanego. Zarabianie na życie po studiach to niestety w większości robienie byleczego, i ta bylejakość zrobionych rzeczy jest zwykle efektem wprowadzania korekt i uwag od klienta. Dziś w pracy powiększałam logo, które i tak już było duże. Teraz jest nieprzyzwoicie wielkie. 

Wróćmy jednak do tej naszej tytułowej cebuli.

Koleżanka Martyna, która na dyplom przygotowała nową identyfikację do budującej się właśnie Pomorskiej Kolei Metropolitarnej, zrobiła naprawdę fantastyczny projekt. Byłam i jestem dalej pod wrażeniem ogromu pracy, który w to zadanie włożyła i niezwykle trafnych i świadomie podjętych decyzji projektowych, dzięki którym jej propozycja nowego imidżu PKM-ki wygląda tak dobrze. I nie znam absolutnie nikogo z naszej graficzno-projektowej branży, która zjechałaby ten projekt od góry do dołu (a już szczególnie bez jakiegokolwiek wykształcenia w tym kierunku bądź minimalnej wiedzy w temacie).

Ale na szczęście jest cebula!

Jak działa cebula?
1. Cebula znajduje na wykopie (lub innym serwisie) coś, na czym się kompletnie nie zna.
2. Wypowiada się w temacie niezwykle krytycznie.
3. Dołączają się do niej inne cebule popierające jej zdanie.
4. Robi się cebulowa zupa, w której coś gdzieś się utopiło.

A potem takie nie-cebule patrzą na to i zastanawiają się, skąd to się wszystko w ogóle wzięło.

Tu bym wrzuciła kilka cytatów, ale się powstrzymam :)

NO LUDZIE.

Czy krytykujesz swojego dentystę kiedy naprawi Ci zęby? Czy wytykasz palcami błędy elektrykowi, który zakłada Ci nową instalację? Czy przechwalasz się w cukierni, że robisz lepsze ciasto śmietanowe i, że znasz się lepiej na tym fachu, bo wiesz jak się używa miksera? Bo szczerze mówiąc, jak to wszystko czytam, to tak to właśnie z mojej perspektywy wygląda.

Zatrzymaj się na chwilę, zrzuć ten cebulowy płaszcz nieustannego niezadowolenia i krytyki. Nie musisz być cebulą. Nie tą polską, zgorzkniałą, zamkniętą w swoim małym światku. Chciałbyś kiedyś stanąć w ogniu tak bezsensownej krytyki? Jasne, że nie. Bo jest przecież coś, na czym się dobrze znasz i jesteś ekspertem w jakiejś dziedzinie, w której nie masz sobie równych. I tak, śmiałbyś się z tych cebulastych wypowiedzi w Twoim kierunku, ale wszystkie utknęły by Ci w pamięci. Wcale nie ze względu na ich treść, ale na ilość. Bo byś się w nich utopił. Gwarantuję.

Natomiast co do PKM-ki i samej Martyny, nie zdziwię się jeśli projekt oraz sama autorka zostaną dostrzeżone zagranicą. Nie zdziwię też, jeśli Martyna zrobi międzynarodową karierę i będzie jedną z najbardziej znanych polskich projektantek, które jak zwykle to w naszym kraju bywa - tutaj pozostanie niedoceniona i krytykowana. Bo tak. Dla zasady.
Życzę jej sukcesów. Niech robi swoje, a obieranie cebuli zostawi innym, bo to ewidentnie strata czasu. Ja trzymam kciuki, żeby wszystko jej się udawało :)

Ech... Życie byłoby piękne gdyby nie ta cebula. Aż płakać się chce ;)

PS. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak niezwykle sympatyczną i ogarniętą osobą jest Martyna prywatnie :)
PS2. Mam déjà vu. Gdańsk chyba nie lubi niczego nowego, bo na logo UG też się buntowali. Czyżbym mieszkała w zakamuflowanej stolicy cebulandii?

sobota, 21 czerwca 2014

Czego nie nauczysz się na studiach, część 2

W poprzedniej części pisałam o tym co oznacza (a właściwie to co nie oznacza) koniec studiów. Dziś piszę o tym, z jakimi problemami będzie trzeba sobie poradzić, kiedy minie już czas radości i pijaństwa po obronie. Pierwszy problem pojawia się, gdy wytrzeźwiejesz, usiądziesz przy komputerku i zdasz sobie sprawę z tego, że:

1. Oszfak. Jestem MAGISTREM. Co teraz?
Ojtam ojtam. Wielkie mi halo. Zasiliłeś grono grafików z dyplomem. Wskoczyłeś na wyższy level, tak jak wielu innych zrobiło to przed Tobą i zrobi to po Tobie.

Nie wiesz od czego zacząć? Już pomagam, oto krótka lista na sam początek:
uaktualnij swoje portfolio w internecie (lub jeśli nie masz, zrób je natychmiast);
zbierz całą dokumentację ze swojej obrony i wyeksponuj to wszystko jak najlepiej umiesz w swoim updatowanym portfolio;
zaktualizuj swoje profile na stronach branżowych;
przygotuj także portfolio w wersji drukowanej.

Kiedy już to wszystko zrobisz, będzie trzeba się zmierzyć z kolejnym problemem, czyli:

2. Gdzie i jak właściwie chcę pracować?*
*zakładam, że na bank w swoim zawodzie, nie?

To akurat ciężki temat. Opcji jest sporo: freelance, praca w jakiejś firmie jako nadworny grafik, praca w agencji, własne studio... Wszystko ma swoje plusy i minusy. Usiądź więc wygodnie i zastanów się, co będzie najlepsze na Twój nowy początek.

Niezależnie jaką opcję wybierzesz, dbaj o swoje portfolio. To Twoja wizytówka, pokaz Twoich umiejętności - cała Twoja osoba.

Kilka dobrych rad: Czasami warto schować swoją dumę na rzecz stabilizacji finansowej. Jeśli pracując jako freelancer ledwo wiążesz koniec z końcem i myślisz, że założenie własnej firmy sprawi, że magicznie pojawi się więcej zleceń - bardziej w błędzie nie możesz być. Najpierw zadbaj o trochę kasy na start, tak żeby dofinansowanie z urzędu czy z unii było dodatkową pomocą, a nie wymogiem. Jeśli szukasz pracy na stałe - też nie wybrzydzaj. Prawda jest taka, że po roku pracy gdziekolwiek dopiszesz do swojego CV magiczne "doświadczenie w pracy na wymaganym stanowisku" i szukanie lepszej posadki będzie szło łatwiej.

3. Dwa kilo cierpliwości poproszę.
Kontrolowanie swoich nerwów, przedzieranie się przez tony stresów... Przy tym wszystkim, co Cię teraz czeka, utrzymanie pogody ducha i spokoju powinno być Twoim podstawowym życiowym motto. Hakuna Matata! Don't worry, be happy! A przede wszystkim, nigdy nie trać nadziei!

Niezależnie od tego jaką drogę wybierzesz, każda będzie ciężka i będzie wymagała całej góry poświęcenia. Nieważne ile maili i cefałek trzeba będzie wysłać, do ilu drzwi zapukać, ile rozmów przeprowadzić, musisz do tego podejść ze spokojem. Pisałam o tym już wcześniej, ale przypomnę raz jeszcze - z górki nie będzie. W chwilach zwątpienia weź głęboki oddech i z uporem działaj dalej. W końcu się uda.
design © 2014 Magenta