Magenta

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Czego nie nauczysz się na studiach, część 4

Podsumowując krótko kilka ostatnich części:

Skończone studia to nie koniec nauki, a prawdziwe życie jako grafik dopiero teraz się zacznie. Już wiesz, że musisz zadbać o swoje portfolio i zdecydować się gdzie i jak chcesz pracować. Wiesz, że musisz się uzbroić w cierpliwość, zacząć działać regularnie i terminowo. Oraz przede wszystkim, co najważniejsze, musisz wytrwale dążyć do upragnionego celu.

Na co jeszcze więc zwrócić uwagę zaraz po dzielnej obronie własnego dyplomu? Już piszę.

1. Skup się i nie narzekaj!
Chociaż w zasadzie, jeśli skupisz się na swoim rozwoju w 100% (albo przynajmniej w 80% ;)), to czasu na narzekanie nie znajdziesz.



Kiedy patrzę na wszystkich nowo-upieczonych grafików i widzę jak narzekają o tym jak jest w tym kraju źle i niedobrze, to czasami śmieję się pod nosem. Chwilę później przypominam sobie jednak, że ze mną nie było inaczej. I póki narzekałam - było źle. Gdy tylko skończyłam, nagle los zaczął mi sprzyjać. Powolutku, w miarę czasu było coraz lepiej. I choć wydaje się to trochę dziwne z logicznego punktu widzenia, tak to właśnie działa.

Przede wszystkim warto więc zadać sobie pytanie: 
DLACZEGO WŁAŚCIWIE NARZEKAM?
Bo nie mogę znaleźć pracy?
Nic dziwnego, pierwszy raz to robisz. A na studiach raczej nikt Cię tego nie nauczył.
Bo nikt mnie nie docenia?
Z dorobkiem studenta, ciężko żeby ktoś cię cenił jak wielkiego dizajnera. Ale przecież masz potencjał. :)
Bo klienci mi nie płacą?
Może robisz coś nie tak? Może warto przeczytać kilka książek o tym, jak skutecznie sprzedawać i negocjować, albo pójść na jakieś szkolenie?
Bo nikt się nie zna na sztuce dizajnu?
Trudno, żeby się wszyscy znali, skoro nie uczą tego w szkołach, a średni poziom IQ spada z roku na rok.

itd. itd.

Na każdy Twój argument znajdzie się odpowiedź. W końcu uświadomisz sobie fakt, że to nie Twoja wina, że jest źle - po prostu za mało jeszcze wiesz. Dlatego skup się i pogłębiaj swoją wiedzę. Wszystko zacznie się układać, obiecuję.

True story: Ja osobiście narzekanie ograniczyłam do minimum. Jeśli coś mnie zaczyna wkurzać, to szukam logicznego powodu dlaczego tak się dzieje i skupiam się na rozwiązaniu. Czasami wpadają wtedy do głowy niesamowite pomysły. :)

2. Bądź ekspertem w jednej dziedzinie, ale znaj po trochu różnych rzeczy.
Jeśli mówimy już o skupieniu na własnym rozwoju, warto zdecydować się już w tej chwili w czym tak naprawdę czujesz się najlepiej i co chcesz robić. Jeśli masz problem z określeniem mam dla Ciebie jedno proste ćwiczenie.

Rozluźnij się, zamknij oczy, wyobraź sobie siebie za 10-15 lat i opisz to co widzisz.*
*I nie, "jestem zajebistym grafikiem" to nie jest opis, co najwyżej mała etykietka pod obrazem.


Robisz branding dla wielkiej zagranicznej firmy? Zabawiasz towarzystwo na wielkiej wystawie swoich plakatów? Malujesz mural na Pałacu Kultury, bo zaprosił Cię sam premier? Może jesteś Art Directorem w Nowym Yorku i kierujesz zespołem dizajnerów? A może prowadzisz własne studio fotograficzne w swoim rodzinnym miasteczku i robisz zdjęcia wszystkim mieszkańcom, bo tak marzyłeś od dziecka?

Opisz to, co widzisz, najdokładniej jak się da. To naprawdę OGROMNA wskazówka dla Ciebie. Przeanalizuj ją i wyciągnij z niej wnioski. Będziesz wiedzieć, na czym musisz się skupić najbardziej (lub się dowiesz - wiadomo, uczymy się!) i jakie dodatkowe umiejętności będą Ci potrzebne, żeby to, co właśnie zobaczyłeś, mogło się urzeczywistnić. Proste?

True story: Jeśli nie uda się za te 10-15 lat, to i tak będziesz bliżej tego celu niż jesteś w tej chwili. Być może w którymś momencie Twoja wizja zacznie się zmieniać, to naturalne. Moje osobiste plany dosyć mocno rozciągnęły się w czasie z różnych powodów, ale i tak jestem zadowolona, że się ich trzymam i idę do przodu. Swoim tempem, ale zawsze coś. ;)

3. Praca to nie wyścig szczurów - trzeba sobie pomagać.
Studia to prawdziwy wyścig szczurów. Liczą się dobre projekty, wygrane w konkursach, dobre stopnie, stypendium. Pomaganie sobie nawzajem było zawsze raczej na uboczu. Jak już się komuś coś doradziło, to nieraz zdarzało się, że ten ktoś dzięki Twojej uwadze miał lepszą ocenę i czułeś się z tym dziwnie (jakby ktoś ukradł Twój pomysł - nie?). Krytykowanie innych było Twoim ulubionym zajęciem po godzinach, prawda? Teraz najwyższy czas skończyć z takim podejściem.

Każdy z nas zna się na trochę innych rzeczach. Swoją wiedzą warto się dzielić. I nie ważne czy to będzie szybkie kilka słów na temat projektu współpracownika, czy wyjaśnienie podstaw osobie zaczynającej swoją przygodę z grafiką. Nie jesteś guru dizajnu, ale też i inni nie są. Dlaczego więc nie uczyć się od siebie nawzajem? Przecież profesor już Cię za rękę nie poprowadzi. :)


Warto odstawić na bok swoja dumę i dać sobie pomóc. Może to być prośba o zwyczajną opinię na jakiś temat, może to być zapytanie o współpracę w realizacji jakiegoś większego projektu. Jeśli trafia Ci się wielkie zlecenie - to w sumie dlaczego nie zrobić go z kimś? Może Twój znajomy z utęsknieniem czeka na taką okazję? A Ty nie będziesz musiał się męczyć z zadaniem, z którym czujesz, że możesz sobie nie poradzić. Dogadacie się przecież!

Pamiętaj, wszyscy ludzie z branży mają jeden wspólny cel - żeby świat wyglądał ładniej! To nie czas na siedzenie z założonymi rękoma i zadartym nosem, lub, co gorsza, podrzucanie sobie nawzajem kłód pod nogi. Nie krytykuj - pomagaj.

True story: Już raz wzięłam na siebie zadanie ponad swoje siły. Żałuję, bo ciągnęło się przez to niemiłosiernie długo. I choć w końcu się udało, dobrze wiem, że byłoby o wiele szybciej i sprawniej, gdybym poprosiła kogoś o pomoc. Przynajmniej w tych kwestiach, które były dla mnie nowe, lub nie czułam się z byt pewnie. Życiowa nauczka, dzięki której teraz piszę to, co piszę. ;)

PS. Nowości w moim sklepiku! Zapraszam!

środa, 31 grudnia 2014

10 pomysłów na noworoczne postanowienia dla każdego grafika

Nadszedł ten czas! Koniec roku! To najlepszy moment, żeby sobie coś postanowić. Nie wiesz co możesz sobie obiecać na Sylwestra? Już pędzę z pomocą!



1. Kupię w końcu tę licencję!
Z wizją jednostki specjalnej wkraczającej do Twojego mieszkania, przewalającej na ziemię wszystkich jego domowników (w tym zwierzaka) i konfiskującej Twój bezcenny sprzęt do zarabiania pieniędzy, raczej ciężko jest wytrzymać. A już szczególnie, gdy wizja ta nasila się pod wpływem noworocznego upojenia alkoholowego. Każdy z nas ma coś nielegalnego. I nie ważne, czy jest to program, wtyczka czy font, czas to zrobić legalnie!

2. Zacznę robić więcej rzeczy dla siebie.
Robisz dużo nieprzyjemnych zleceń? Straciłeś gdzieś po drodze radość z wykonywania swojej pracy? Cóż więc lepszego sobie obiecać na przyszły rok, jak nie większej ilości własnych projektów? Znów będzie po Twojemu i pięknie. Hmm.. A może zmienić klientów? Nie nie... Są ok, bo płacą. Lepiej znaleźć więcej czasu na swoje rzeczy. Zdecydowanie!

3. Zrobię w końcu swoją identyfikację.
(Wersja bardziej hardcorowa: Zrobię w końcu swoje wizytówki.)

Tak! To jedna z tych rzeczy, które zawsze odkładało się na później. Czas się wziąć za siebie! Tylko, czy uda się znaleźć na to chwilę wolnego? A pewnie! W końcu postanowione, to się znajdzie! W razie potrzeby skorzystać można z poradnika od Magenty. Chociaż znając życie i tak znowu to zadanie pójdzie w odstawkę.

4. Kupię sobie lepszy sprzęt.
Oj, jak ten komputer zamula... Czas to zmienić. Nowy, lepszy sprzęt to coś, co naprawi wszystkie problemy. Nowy aparat też by się przydał, albo tablet, albo chociaż myszka. Tylko po tej noworocznej imprezie nie będzie na to kasy. Ale postanowić sobie można, a co!

5. Założę własny biznes.
Wieczne kłótnie z Art Directorem i Accountami w pracy? To będzie przeszłość. A i ze zleceniami też będzie łatwiej, bo nie trzeba będzie tłumaczyć każdemu o co chodzi w tej całej umowie o dzieło, tylko będzie fakturka i ustawowe odsetki za przekroczenie terminu. Na ZUS jakoś się uzbiera. W końcu błoga wolność i zadowolenie z roboty!  Chociaż nie... to się nie uda... dalej będę płakać cichutko podczas projektowania.

6. Zrobię porządek w plikach i ogarnę backup.
Wystarczy tylko jakieś 30 dni przeglądania wszelkich zakamarków dysku i otwierania każdego jednego pliku w celu sprawdzenia zawartości i się uda! Musi. Przecież jak klient zgłosi się po plik z logosem, który robiło się 2 lata temu, to nie warto tracić czasu na poszukiwania, prawda? To nie jego wina, że zgubił. Ważne, że ja mam te pliki... Gdzieś mam... Tylko gdzie? Na jakimś serwerze z backupem tego śmietnika? Magento, pomóż?

7. Już nigdy nie zrobię nic taniej niż ... (wpisz dowolną kwotę).
Czuję, że to the best of the best postanowień jakie można sobie obiecać na Nowy Rok. Czy Twoje usługi mają gdzieś w opisie "grafik po taniości"?  Ech, i tak nie ważne czy ustalimy sobie limit na 50, 100, 500 czy 1000 zł - zawsze znajdzie się sytuacja, w której zejdzie się z ceny. Chociaż może jeśli uda się wytrwać w postanowieniu, to kto wie?

8. Nigdy więcej nie zrobię nic dla rodziny/znajomych!
Wujek Heniek marudził na Twoje projekty logo dla jego nowej myjni samochodowej? Koleżanka Krysia nie mogła się przez miesiąc zdecydować na kolor tekstów na szyldzie jej salonu fryzjerskiego? O nie. Nie dość, że policzone było wszystko mega tanio, to jeszcze tyle czasu straciło się na głupie kłótnie i poprawki. To koniec! Nie robimy dla rodziny i znajomych! No, przynajmniej obiecuję to sobie na Nowy Rok!

9. Ściągnę wszystkie swoje długi.
Ha. Ha. Powodzenia.
Ha.
Haha.

10. Rzucam fajki!
lub: Koniec z kawą!
albo: I jedno i drugie.

Tak! Koniec z nałogami! Koniec z wydawaniem pieniędzy na trucizny. Już nigdy więcej nie tknę tego dziadostwa! Żegnaj ekspresie do kawy! Żegnajcie papierosy! Żegnaj alko... A, nie... Tego to w życiu nie pożegnam! Niech żyje Nowy Rok! Wiwat tani szampan!


PS. Korzystając z okazji, życzę wam wszystkim, żeby jednak w swoich własnych postanowieniach noworocznych udało się wytrwać do samego końca. Te tutaj to takie "z przymrużeniem oka" ;) Wszystkiego projektowego w 2015 roku życzy Magenta. Mrr!

wtorek, 11 listopada 2014

Naród wspaniały, tylko ludzie...

niedouczeni. Tak, niedouczeni.

Zacznijmy od początku.
Raz na jakiś czas w każdym mieście każdy słup otrzymuje w darze dosyć specyficzny pancerz z płyty pilśniowej i papieru. Dar sponsorowany jest przez odpowiednie partie polityczne lub osoby niezrzeszone pragnące dostać się do władzy. I o ile chęci dojścia "gdzieś wyżej", aby móc zrealizować wielkie plany i marzenia pomocy mieszkańcom, to postawa bardzo słuszna, o tyle sposób jej wykonania woła niejednokrotnie o pomstę do nieba. Może trochę przeginam. Ale czy jest ktokolwiek, komu się te przedwyborcze miejskie widoki podobają?

Nie chodzi też tylko o plakaty. Ilość wyborczego spamu, jaki codziennie wyciągam z własnej skrzynki na listy też mnie martwi. Powalające w swojej ilości i "nijakości" ulotki wypełnione tekstami, których nikt nie czyta. Osobiście w nich widzę płacz i ciężkie męki grafika, który musiał słuchać każdej uwagi i wprowadzać wszystkie "durne" poprawki. Widzę też przekonanie każdego z kandydatów, który je zamówił, o ich ogromnej efektywności i o tym jak bardzo pomogą w zdobyciu cennych głosów. A tymczasem nad i pod skrzynkami codziennie robią się małe papierowe górki śmieci, za których wywóz mieszkańcy bloku (i w tym oczywiście ja) będą musieli zapłacić z własnej kieszeni.

Nie, same ulotki nie są złe. To bardzo klasyczne podejście do reklamy. Dużo zależy jednak od sposobu, w jaki trafiają do docelowego odbiorcy. I tu wypadałoby zadać pytanie: Czy Ty, drogi wyborco, lubisz, kiedy ktoś Ci coś wciska na siłę? Albo może: Czy Ty, drogi kandydacie, chcesz być kojarzony z nachalnością i bezmyślnym wydawaniem pieniędzy?



W dziedzinie agitacji wyborczej raczej nic nowego nie wymyślimy.
Jak plakat wyborczy - to musi być zdjęcie, imię i nazwisko i numer na liście. Musi być hasło wyborcze. Musi to wszystko "dawać po gałach", żeby zapadało w pamięć. Czekam z niecierpliwością na ten dzień, kiedy ktoś wreszcie powie DOŚĆ i stworzy coś zupełnie nowego.

Trochę marzy mi się też oglądać kiedyś takie plakaty jak ten u nas w Polsce, ale to pewnie trochę potrwa.

Żeby nie było, że tylko narzekam, krótka przerwa na kilka "pozytywnych zaskoczeń":
1. Uśmiechnięta pani, przedstawiająca się jako żona jednego z kandydatów, chodziła od drzwi do drzwi w bloku rozdając ulotki z długopisami. Gadżet zawsze jest miło dostać.
2. W podobnej sytuacji dostałam jeszcze ciekawszy gadżet. Wizytówka z danymi kontaktowymi do kandydata, a na odwrocie - karta bezpieczeństwa, czyli wszystkie ważne numery i kilka rubryk, w których wpisać można swoje imię, nazwisko, osobę do kontaktu w nagłych wypadkach, alergie i przyjmowane leki.
3. Pocztówka. Ot tak po prostu. Zdjęcie miasta, a na odwrocie kilka miłych słów i zachęty do głosowania. Była to jedyna rzecz, która rzuciła mi się w oczy przy wyciąganiu śmieci ze skrzynki. Aż sobie zachowałam.

Żadna z tych niespodzianek nie powalała dizajnem, ale było to coś innego, niż to, do czego przywykłam. Chociaż pochodzę z niewielkiego miasta... i być może w tych większych zawsze to tak wyglądało, że rozdawane były gadżety?

Wróćmy do niedouczonych...
Otóż trzymając się klasycznych reguł i zasad zawsze będziemy mieli plakat czy ulotkę samą w sobie poprawną. Tę poprawność wyglądu może zapewnić grafik z doświadczeniem (nie kolega Marian, co ma pirackiego Corela) oraz odrobina zdrowego rozsądku. Chociaż właściwe to jednak zdrowego rozsądku powinno być zdecydowanie więcej niż tylko odrobina, szczególnie przy poszukiwaniu dobrego hasła wyborczego.

Przykłady z rodzinnego miasteczka.*

Ten po lewej przykład dosyć zabawny, rozśmieszył mnie nieco, ale wygląda poprawnie. Łapy dosłownie łączące kandydatów. Po prawej natomiast mały dramacik. Pomijam tutaj pytanie o sens robienia grupowego zdjęcia kandydatów, samego projektu nie będę komentować. Ale przepraszam, naprawdę... nikt, absolutnie nikt nie zauważył jak okropnie wieloznaczne jest to hasło?

*Tylko spokojnie. Kocham moje Łapy i życzę, aby wszyscy się dostali gdzie chcą ;)

Zdrowy rozsądek przydałby się też przy wieszaniu plakatów. To już nawet nie chodzi o same opancerzone słupy. To się pojawia wszędzie!

Przykład z aktualnego miasta, w którym mieszkam.

Oto przed państwem mała galeria plakatu wyborczego stacji SKM "Sopot Kamienny Potok", otwarta 24/7. Tego jest tutaj tak dużo, że dostaję oczopląsu ilekroć obok przechodzę. A jestem codziennie, i cały czas pojawia się coś nowego (nawet nie wiem jak, bo miejsca nie przybywa). Mam tylko skromną nadzieję, że zaraz po wyborach to wszystko zniknie. 

Pamiętam sytuację we wcześniejszych wyborach, kiedy któryś z kandydatów w dniu, kiedy miały zniknąć wszelkie plakaty, symbolicznie odkleił swój plakat z jakiejś tablicy... i to była relacja w telewizji.

Żeby nie było, że tylko narzekam, kolejna krótka przerwa na kilka plusów:
+ Widziałam plakaty na citylightach! Tak! W miejscu, gdzie powinny być! Szok!
+ Za bardzo udany uważam layout materiałów wyborczych Platformy Sopocian. Ładnie, zgrabnie i morze w tle - i to konkretny widok z Sopotu. Well done!
+ Równie udany jest też layout PiS-u. Bardzo klasyczny i elegancki, dobrze współgra z wizerunkiem partii.

Jeszcze jeden interesujący fakt. Czy zauważyliście, że przed wyborami zwykle zostaje naprawionych sporo dróg i budynków? Ciekawe...

Wybory tuż tuż. Kochani!
Zadbajmy o to, by do wygrały osoby, które na prawdę wiedzą co robią. Nie sugerujmy się plakatami i ulotkami, bo na tym niestety większość kandydatów się nie zna i nie bardzo umie prowadzić swoje własne kampanie reklamowe. Jednak wśród całego grona chętnych do poprawy jakości naszego życia są na pewno osoby, które wiedzą jak to osiągnąć. Poczytajcie dokładnie wszystkie programy, pogadajcie z kandydatami. Wszyscy chcemy, żeby było lepiej. I tego wam życzę.



PS. To ciekawe, bo kandydując z listy konkretnej partii politycznej dostaje się zwykle gotowy projekt (czysty layout), który należy dostosować pod swoje potrzeby (niezrzeszeni kandydaci muszą radzić sobie sami), a mimo to wciąż pojawiają się liczne graficzne "koszmarki", zupełnie odbiegające od oryginalnego dizajnu. Czy za zbyt dużą ingerencję w layout przewidziane są kary dla kandydatów? Ktoś wie? Myślę, że by się przydały.

sobota, 13 września 2014

Czego nie nauczysz się na studiach, część 3

Witam po dłuższej przerwie. Dziś omówię kolejne 3 istotne rzeczy, których prawdopodobnie nie nauczysz się na studiach, więc warto zacząć pracę nad nimi już teraz. Ready?

1. Regularność
Czy na studiach wstawałeś codziennie o 7 rano i zaraz po śniadaniu siadałeś do komputera? Być może. Ale czy od razu zajmowałeś się projektami? Wątpię. Czy poświęcałeś na zadania dokładnie 8h dziennie i dopiero wieczorem miałeś wolne? Na pewno nie. Twoja regularna praca zaczynała się maksymalnie miesiąc przez sesją, a cały wcześniejszy czas obijałeś się niemiłosiernie. Czasami robiłeś coś do 3 w nocy, a czasami godzina 22 to był już czas na spanie. Tak samo z czasem na jedzenie, rozrywkę, odbieranie maili, sprawdzanie facebooka itd. Nic nie było regularne... no może poza piątkowymi imprezami w akademiku ;)


Niestety, kończąc studia jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do takiego trybu pracy i potrzeba będzie naprawdę sporo wysiłku i wyrzeczeń, żeby ułożyć sobie regularny plan dnia i tygodnia. Przede wszystkim najtrudniej będzie przyzwyczaić się do włączania kreatywności o 8/9 rano i utrzymywanie jej na stałym poziomie przez co najmniej 8 godzin (szczególnie jeśli przypływy weny twórczej zwykle pojawiały się późną nocą, a w dzień nie działo się nic). Oczywiście, jeżeli wybierzesz pracę jako freelancer, godziny mogą się zmienić, jednak, tak czy siak, będziesz musiał dostosować się do klientów (którzy raczej nie będą czekać na maile z projektami do 1 w nocy).

Problem polega na tym, że w czasie studiów przyzwyczajamy się do tego, że kreatywność "wyzwala się" dopiero w napiętej sytuacji kiedy goni deadline (data zaliczenia) i musisz zrobić coś, co będzie wyglądało na semestr ciężkiej pracy w tydzień. Jeśli chcesz odnosić sukcesy po studiach, musisz znaleźć sposób na przestawienie włącznika "zawsze kiedy MUSZĘ KONIECZNIE coś zrobić" na "zawsze kiedy TYLKO coś robię". Złotej metody niestety na to nie ma, ale da się.

2. Terminowość
Kolejna rzecz, której na studiach uczymy się na opak. Termin zaliczenia? Dokładna godzina? A pf! Są jeszcze terminy poprawkowe, kampania wrześniowa, projekt można też dosłać mailem po czasie, przecież profesorowie są wyrozumiali!

Klienci wyrozumiali niestety nie są. Ani opiekunowie klientów w agencjach i korporacjach, ani menedżerki, ani dyrektorzy artystyczni, ani jacykolwiek Twoi przyszli przełożeni. Każde opóźnienie jest traktowane jak niewykonanie zadania. I choćby nie wiadomo jak źle projekt wyglądał - termin jest rzeczą świętą. Jeśli miało być w piątek do 12 to musi być - a nie w poniedziałek na 16.

Tylko bez paniki, terminy da się negocjować, ale odpowiednio wcześniej. Jeśli pracujesz nad czymś i już widzisz, że zabraknie Ci czasu - powiedz o tym. Uprzedź o sytuacji. Tylko nie rób tego zbyt często. Jeśli każdy Twój klient będzie mówił innym potencjalnym klientom, że dobry z Ciebie grafik, ale zawsze się wszystko u Ciebie przeciąga, to nie będzie to dobra reklama. Trust me, I'm a graphic designer.

3. Wytrwałość/cierpliwość
Zderzenie z prawdziwymi klientami - tego zdecydowanie nie nauczysz się na studiach. Prawdziwi klienci zwykle nie mają zielonego pojęcia o grafice. Musisz więc zachować spokój i cierpliwie tłumaczyć dlaczego coś jest tak a nie inaczej, dlaczego coś będzie bardziej czytelne, a coś nie, czy dlaczego wyeksponowanie logo nie zadziała tak dobrze jak podkreślenie treści przekazu. Poprawki nie będą pojawiać się raz na dwa tygodnie, ale nawet kilka razy dziennie, a Twój projekt będzie ewoluował w coś, co może nie do końca Ci się podobać (Ajć!).

Ilekroć uda Ci się przeforsować swój pomysł, będziesz świętować mały sukces. Jeśli się udawać nie będzie, rób tak czy siak to, co do Ciebie należy. W końcu dostajesz za to kasę, która możesz zainwestować w co tylko chcesz. Nie wszystkimi projektami będzie się dało pochwalić w portfolio, ale zdecydowanie z każdego będzie się dało odłożyć trochę pieniędzy na nowy komputer/aparat/tablet/biurko/co tam duszyczka zapragnie. Ciesz się z każdego zadania :) Dosłownie: ciężka praca popłaca.

sobota, 2 sierpnia 2014

Są chwile, kiedy trochę żałuję, że jestem grafikiem

Są takie momenty, ale na szczęście trwają bardzo krótko.

Kiedy czuję się źle, przeglądam swoje portfolio i wraca mi uśmiech. Bycie grafikiem jest fajne. Czujesz tą radość kiedy coś tworzysz, zadowolenie kogoś, dla kogo to robisz, aprobatę znajomych i rodziny, kiedy wszystko się układa. I choć po drodze pojawia się mnóstwo poprawek, projektów na zaraz, uwag i wątpliwości, czy faktycznie robi się coś dobrego, praca i rozwój w tym zawodzie są niezwykle satysfakcjonujące.



Kiedy więc są te chwile żalu?
Ano... jak po raz kolejny odmawiam komuś wyjścia na piwko czy spaceru na plażę lub przejażdżki rowerem, bo najzwyczajniej brakuje mi czasu, to są właśnie te chwile. Szczególnie teraz, kiedy jest lato i w Trójmieście mamy fantastyczna pogodę.

Był kiedyś czas kiedy narzekałam na brak pracy i zleceń. Teraz, kiedy sytuacja się odwróciła i mam zarówno stałą pracę jak i dodatkowe zlecenia, czuję się nieco przytłoczona. Gdzieś zgubiłam chwile dla siebie. Zniknął czas na bloga, sklepik z koszulkami, codzienne spotkania ze znajomymi, nawet na zabawę z kotem.

Będzie dobrze!
Ostatnie kilka miesięcy było naprawdę intensywnych. Pierwszy raz w sumie od kiedy sięgam pamięcią, robiłam taką masę rzeczy w tak krótkim czasie. Jeśli mogłabym do czegoś to porównać, to zdecydowanie byłaby to najgorsza sesja na studiach - tylko, że trwająca 24/7, non stop. A wrażenie jest takie, jakby cała wiedza zdobywana normalnie przez kilka lat studiów została skondensowana do miesiąca. DO MIESIĄCA. Wyobrażacie sobie 6 lat studiów skondensować do miesiąca? Wiecie, że w ogóle tak się da? Bo ja teraz już wiem.

Dużo pracy = dużo nowej wiedzy i doświadczenia
I chyba to jest w tym wszystkim najlepsze. Jeszcze trochę i wystrzelę jak z procy, zobaczycie ;) Czas dla siebie w końcu się znajdzie.

Trochę niusów z ostatnich miesięcy - ode mnie, dla was.
1.  Cupsell.pl wprowadził nowy layout sklepów. Wygląda o wiele lepiej. Wszystko jest jasne i przejrzyste, a nadruki są świetnie wyeksponowane. No, przynajmniej w porównaniu z tym, co było wcześniej ;)
Pan Prezes zapodaje coraz to lepsze filmy, a grupa wsparcia na fb to istny majstersztyk. Cokolwiek nie działa - naprawiane jest błyskawicznie. Co do mnie - udało mi się stworzyć nowe banery na sklepik oraz dodać kilka nowych wzorów do kupienia. Zapraszam gorąco na zakupy! Aha.. no i pod koniec miesiąca będą jeszcze nowsze grafiki, o których dam znać przez swojego facebooka.

2. Szykuje się duży update portfolio. Na początek leci Behance, potem własna strona, która zmieni swój adres. Ulegnie też zmianie mój e-mail, ale spokojnie - stary będzie jeszcze działał przez około rok. Będzie ciekawie - magentowo i na bank kotkowo.

3. Do regularnego pisania wracam po długim weekendzie - będzie dużo nowych tematów i rozwinięcia do poprzednich, także warto sobie dodać mojego bloga do czytnika RSS. Mam straszną ochotę podzielić się ze światem nową wiedzą!

4. Mam jeszcze jedną drobną niespodziankę w zanadrzu, ale to dopiero na jesień. Ciekawskich namawiam do pozostania w dotyku ;)

Pozdrawiam kończąc jednocześnie chwilę poświęconą specjalnie dla was i wracam do roboty.
Ciao!
design © 2014 Magenta